Nie bądź tylko Gapiem. Weź aktywny udział w dyskusji i zarejestruj się już teraz. Rejestracja

Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Odpowiedz w temacie

Rozmowy o emigracji


Luźne rozmowy na luźne tematy

Opcje      Szukaj
Post 10 cze 2017, o 02:50
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
To tu masz troche wiecej takiego Aussie accent. Ale prawde mowiac, australijski slang troche tu umiera, coraz rzadziej slyszysz te slangowe slowka. Wiele zwrotow wypadlo z uzytku.

1. Dobry sasiad

https://www.youtube.com/watch?v=HAXp58W9aEE

2. Pogon za gosciem, ktory strzelal Aussiemu w samochod

https://www.youtube.com/watch?v=45JP45Z4lyQ

3. Aussie mieszkajacy w australijskim buszu z zona ze Szwajcarii

https://www.youtube.com/watch?v=zDuIpQ5dlDs


A tu troche innych akcentow, ktore mozna spotkac w Australii

Azjaci: https://www.youtube.com/watch?v=dZqDGwEp7tg

Libanczycy/Arabowie: https://www.youtube.com/watch?v=dG0jT1Baay4

A tu video z Kanady, a nie z Australii, ale Russell Peters zawsze jest rewelacyjny, jesli chodzi o Hindusow, ich kulture i ich akcent: https://www.youtube.com/watch?v=YUcaVt0AsA0

Cytuj:
wydaje mi się że Holder czy Grajczonek to nieco trochę inaczej od niej brzmią


Australijscy zuzlowcy czesto brzmia inaczej, poniewaz spora czesc zycia spedzaja w Europie i akcenty robia im sie bardziej brytyjskie (przyklady: Crump, Watt). Jest jednak paru Aussies, ktorzy faktycznie maja tradycyjne Aussie akcenty:

Jason Doyle: https://www.youtube.com/watch?v=RnJ5A6CJdAE oraz https://www.youtube.com/watch?v=Ym1XoPvwmMk
Leigh Adams: https://www.youtube.com/watch?v=1YMl2ZH120g
Nadal mocno australijski pozostaje Darcy Ward, choc osobiscie slysze lekka roznice: https://www.youtube.com/watch?v=JmoP2H1s2cs - i nawet troche slangu jest "Rehab"

Holdera dawno nie slyszalem, ale jego akcent pozostaje chyba w miare australijski (na podstawie transmisji GP). Przysluchiwalem sie natomiast Grajczonkowi i prawde mowiac, ma troche inny akcent niz tradycyjny australijski.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 12 cze 2017, o 08:38
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
Zadziwia mnie koszt jedzenia. Jest naprawde wysoki w stosunku do zarobkow. Z czego to wynika?

Tak tu po prostu jest i tyle. Jeszcze w 2015r. pod względem cen Irlandia była na 5 miejscu w Europie. Wysokie ceny owoców na pewno wynikają z faktu, że wszystko się importuje. Widok jabłek czy borówek z Polski nie dziwi. Wiśni, agrestu, aronii, jagód nie znajdziesz prawie w ogóle.
Nawet nastawiona turystycznie Grecja jest o wiele tańsza niż Irlandia. Kilka lat temu wywołało to u mnie szok.
Porównałem sobie ceny zakupów w Polsce i w Irlandii. I to te najtańsze. Czyli Biedronka w Polsce i ALDI w Irlandii. Standardowe zakupy( 1.5 kg piersi z kurczaka, kg szynki, 7.5 kg ziemniaków, masło, kostka sera biuałego, 2 kg bananów, płyn do prania, pieczarki, 20 jajek, 3 chleby, 10 bułek, litr Oliwy, 3 l mleka i kilka innych)
Wyszło mi że w Polsce zapłacę 213.15 zł, a w Irlandii 79.60 eur. Czyli 120 zł różnicy.


Jasiek napisał(a):
I drugie pytanie - ile ludzi faktycznie na tym minimum zyje np. w Dublinie? Jaki procent? I jaki jest mniej wiecej przecietny zarobek Irlandczyka ogolnie jak rowniez tego z Dublina?

karolcia napisał(a):
]Wrzucasz jako przykład najdroższe miasto w Irlandii. OK, zatem spójrz na ceny kawalerek w Warszawie.

Kochana. Populacja samej Warszawy to 1.7mln do 38 mln populacji Polski. Populacja Dublina 1.2 mln do 4.7 mln populacji Irlandczyków. W samym Dublinie mieszka 25% Irlandczyków. W Warszawie mieszka tylko 4% Polaków. W przypadku aglomeracji będzie to stosunek 1.9mln/4.7 mln do 2.5 mln/38mln czyli porównaj 40% i 6%. Poza Dublinem nie masz praktycznie niczego. Stolice niektórych hrabstw liczące po 15 tysięcy mieszkańców.
Wystarczy spojrzeć na dworce kolejowe rano i po godzinie 17-tej. Bardzo duża liczba osób, mieszka w sypialniach wokół Dublina i pracuje w Dublinie dojeżdżając. Są i tacy co nawet dojeźdżają po 100 km w jedną stronę. Mówi się, że jak na obwodnicy Dublina M50 w godzinach szczytu zdarzy się stłuczka, to cała Irlandia stoi w korkach.

Jasiek napisał(a):
. Tak swoja droga - uswiadomilem sobie, ze mowimy o dwoch roznych wydarzeniach. To, ktore opisujesz nie wiazalo sie z zamieszkami, a jedynie z protestami.

Jasiek kręcisz. Były demonstracje muzułmanów protestująće przeciwko wjazdom australijskiej policj na chaty muzułmanów.
https://www.theguardian.com/world/2014/ ... dneys-west



Jasiek napisał(a):
W Australii natomiast wychodzi, pomijam tu jednostki. Masz tu bodajze drugie - trzecie pokolenie. I nie trzeba ich zachecac. To sie dzieje po prostu naturalnie, dzieki asymilacji wielu innych kultur w Australii.

Powodzenia. Choć ostatnio w szkołąch australijskich jest problem z wielbieniem ISIS. Z 15-latkiem Farhad Khalil Mohammad Jabarem nie udała się asymilacja.
http://www.dailymail.co.uk/news/article ... chool.html
Jaśku, w szkole podstawowej 10-latkowie noszą koszulki ISIS? Sami chyba się nie ubierają tak co? Gdzie rodzice?

Cytuj:
Widzisz... ja wcale nie jestem pewien, czy tabliczka mnozenia jest tak naprawde potrzebna. Dzis sa komputery, tablety, kalkulatory... mozna to bardzo szybko policzyc. Dosc czesto slucham tu w Australii radia i ludzie czasem dostaja pytania z tabliczki mnozenia jako czesc konkursu o jakies tam bony czy inne nagrody. Przyznam, ze rzadko kiedy ktos odpowiada zle.

Widzisz. Z tego co pamiętam to u nas w szkole zakazane było chyba używanie kalkulatorów. I teraz jak taki młody Irlandczyk poradzi sobie bez kalkulatora? Co jak nie będzie go miał pod ręką. Nie wymagam od dzieciaków, żeby w pamięci policzyli 87 razy 16. Ale warto szybko obliczyć ile to jest 68+34 czy 1/5 ze 150.

Cytuj:
W Australii jest podobnie. I cale szczescie. Gdy chodzilem do szkoly, czytalismy ogromne ilosci lektur, malo kto je tak naprawde czytal. Byly nieciekawe i nie na czasie. "Czytalismy" po kilkanascie albo i wiecej ksiazek w ciagu roku. Nie dosc, ze niczego to nie uczylo, to pozniej "przerabianie" tych lektur uczylo bujania w oblokach (a sprobowalbys sie sprzeciwic, zaraz polonistka by cie usadzila za myslenie w zlych kategoriach). Tutaj przerabia sie jedna - dwie lektury przez rok.

Jaśku. Chodzi o oswojenie się dzieciaków z książkami. Jeżeli rodzic nie przypilnuje i od małego nie zachęci do czytania, to jeżeli szkoła nie zachęca do czytania, to jak taki młody człowiek ma zacząć czytać książki? Poza tym dzisiaj w polskiej szkole dzieciaki czytają Hobbita czy Harry Pottera. Na wczesnym etapie nauczania lektury typu: "Na jagody", baśnie Andersena, "Czarne stopy" nie należały chyba do nudnych.W liceum z kolei "Proces", "Rozmowy z katem", "Zbrodnia i kara" to była czysta przyjemność. Poza tym uczenie lektur, które trzeba przeczytać na 14 następnego miesiąca uczy trochę organizacji pracy. W irlandzkiej szkole masz często tak, że nikt terminów nie przypilnuje i pani pozwoli przedłużyć oddanie projektu o kolejne dwa tygodnie. Przypomniało mi się jeszcze, że w irlandzkich szkołach kompletnie nie znają mitologii greckiej. Syzyf, Ikar to może u Irlandczyków wywoła co najwyżej skojarzenie z syfillisem i IKEĄ.

Cytuj:
Zachecanie dziecka do poprawy zamiast ciaglego powtarzania mu jak slabo wypada na tle innych. W Polsce nauczyciele potrafili uczniow niszczyc, nieraz publicznie i wcale niemalo sie tego naogladalem.

Tylko, że takie zagłaskiwanie potem przekłada się na relacje pracodawca-pracownik. Tutaj jest tak, że zamiast powiedzieć Ci wprost, że coś po postu robisz źle, to Ci powiedzą, że nie jest tak źle, jak na pierwszy raz całkiem dobrze, mimo że po prostu coś zrobiłeś fatalnie. Ja wolę od 50-letniego gościa usłyszeć wprost, że to i to nie jest dobre i należy zrobić tak i tak. naprawdę, ale to co tu wychodzi po szkołach i przychodzi do pracy to woła o pomstę do nieba. Przekonanie, że w życiu ma być równie łatwo jak w szkole podstawowej. Od małęgo tak przyzwyczajają, a potem się dziwią, że całe pokolenia wola kombinować z zasiłkami zamiast iść do porządnej roboty,

Cytuj:
A nie jest to troche tak, ze prawo takich rzeczy wymaga badz szkola? Nie wiem, w AU obserwuje to bardzo czesto, co jednak wynika z odleglosci. W ramach samodzielnosci dzieci czesto wsadza sie tu do szkolnego autobusu, ktorych ich zawozi do szkoly. Aczkolwiek sa i takie, ktory ida do szkoly. Prawo bodajze zezwala na to, zeby dziecko samo chodzilo do szkoly od 12 roku zycia.

Tutaj kiedyś nawet prasa irlandzka alarmowała, że poranne korki wynikają też z tego, że rodzice zawoża swoje dzieci do szkól, które oddalone są o dosłownie metry od domu. Dzieciaka nie możesz zostawić w domu bez opieki jeżeli ma mniej niż 12 lat. Nieraz w drodze do pracy mijam dzieciaki idące do szkół i mają po 9, 10 lat.

Cytuj:
Kamyk, a po co dziecku wzor dwutlenku siarki? I po co zapamietywac tablice Mendejelewa? Rozumiem, ze my sie tego uczylismy, ale to sa rzeczy niepotrzebne zwyklemu obywatelowi.

Choćby i po to, żeby np. wiedział co znajduje się w jego pożywieniu. Czym jest taki kwas, barwnik czy inne E-500-900. Choćby i po to też, żeby nie smarował się pod pachami aluminium.

Cytuj:
Nalezy pamietac, ze z punktu widzenia Polski, Irlandii czy Australii inne rzeczy maja znaczenie. Zapytaj tu przecietnego nastolatka, co wie o Polsce, Slowacji czy Czechach to nie bedzie wiedzial nic... o tyle, ze to Europa Wschodnia

To jest normalka, dlatego śmieszą mnie od lat powtarzana propagandowe hasła w stylu "co o nas powiedzą zagranicą". "Cały świat z nas się śmieje". Przeciętnego Irlandczyka obchodzi jedynie wieczór w pubie, mecz ligi nagielskiej, rugby czy GAA i wyniki losowania lotto. Tak samo śmieszą mnie te filmiki jacy to Amerykanie głupi bo nie wiedzą gdzie leży Francja. W Polsce gdyby zrobić test, gdzie leży jaki stan w USA byłoby równie śmiesznie.

Dodam jeszcze na koniec, że strasznie rozbawiło mnie kiedyś jak zmuszony byłem oglądać jakiś filmik polskiej blogerki, która strasznie narzekała, że po przejściu na urlop macierzyński będzie dostawać nieco mniej niż wynoszą jej zarobki. Dla porównania w Polsce urlop maciezyński wynosi 12 miesięcy. W Irlandii jedynie 6 miesięcy, aacierzyński 2 tygodnie i w Irlandii zawsze wynosi tyle samo czyli 230 euro tygodniowo. Nie ważne czy matka, ojciec zarabia 1000 euro tygodniowo, to i tak dostanie 230 euro. Oczywiście po opłaceniu wymaganej ilości składek.


           
Post 12 cze 2017, o 14:01
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1326

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Porównałem sobie ceny zakupów w Polsce i w Irlandii. I to te najtańsze. Czyli Biedronka w Polsce i ALDI w Irlandii. Standardowe zakupy( 1.5 kg piersi z kurczaka, kg szynki, 7.5 kg ziemniaków, masło, kostka sera biuałego, 2 kg bananów, płyn do prania, pieczarki, 20 jajek, 3 chleby, 10 bułek, litr Oliwy, 3 l mleka i kilka innych)
Wyszło mi że w Polsce zapłacę 213.15 zł, a w Irlandii 79.60 eur. Czyli 120 zł różnicy.
Kumpela mówi że za tę listę - bez "kilka innych" to max 50 euro dasz. W UK jest jeszcze nieco taniej. Za 600 euro miesięcznie żeby na żarcie szło, to trzeba mieć myszy w lodówce albo zbyt często żywić się chlebkiem w płynie.
W Niemczech ceny jeszcze lepsze, zbliżone do polskich. Już dawno minęły czasy kiedy zagranicą było dużo drożej.


           
Post 12 cze 2017, o 20:29
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
karolcia napisał(a):
Kumpela mówi że za tę listę - bez "kilka innych" to max 50 euro dasz. W UK jest jeszcze nieco taniej. Za 600 euro miesięcznie żeby na żarcie szło, to trzeba mieć myszy w lodówce albo zbyt często żywić się chlebkiem w płynie.

Popatrz jak niektóre baby uparte są. Byle się przyczepić. Rzuciłaś się, a nawet nie wiesz na co. Pobawmy się. :)

Spytaj kumpeli i nech Ci napisze ceny za każdą z tych rzeczy to się nieźle pośmiejemy.
- 10 kg piersi z kurczaka z ALDi a nie z rpomocji od rzeźnika, bo ja tak akurat policzyłem
- 1 kg szynki (tylko nie Mortadeli, jakiejś lepszej z PL sklepu)
- 7.5 kg ziemniaków
- masło
- kostka sera białego (z PL sklepu)
- 2 kg bananów
- płyn do prania 2 litry
- 1 kg pieczarek
- 20 dużych jajek
- 3 chleby (z PL sklepu)
- 10 bułek (z LIDLa)
- 1 litr Oliwy
- 3 l mleka

Cytuj:
W Niemczech ceny jeszcze lepsze, zbliżone do polskich. Już dawno minęły czasy kiedy zagranicą było dużo drożej.

Coraz zabawniej. To co że w rankingu z tej strony wśród europejskich miast Warszawa jest na 64 miejscu, a w pierwszej 30-tce są 4 miasta niemieckie.
https://www.expatistan.com/cost-of-living/index/europe

Eurokraci z Brukseli kłamią droga pani :D
http://ec.europa.eu/eurostat/statistics ... 00DEC1.png


           
Post 12 cze 2017, o 23:12
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
Teraz dopiero zauważyłem, że w rankingu najdroższych mast w Europie, Dublin jest na 8 miejscu, ale co ja tam wiem, koszty życia prawie jak w Rzeszowie :biggrin:


           
Post 12 cze 2017, o 23:18
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
Cytuj:
Widzisz. Z tego co pamiętam to u nas w szkole zakazane było chyba używanie kalkulatorów. I teraz jak taki młody Irlandczyk poradzi sobie bez kalkulatora? Co jak nie będzie go miał pod ręką. Nie wymagam od dzieciaków, żeby w pamięci policzyli 87 razy 16. Ale warto szybko obliczyć ile to jest 68+34 czy 1/5 ze 150.


No widzisz, w naszych szkolach zakazane bylo uzywanie kalkulatora, a teraz w szkole w Australii sa projekty, ze kazdy dzieciak ma miec wlasnego notebooka badz tableta badz nawet obydwa. Za naszych czasow wymagano od nas prowadzenia zeszytu, tutaj natomiast duzo bardziej widze ksiazki z cwiczeniami (ale jak pisalem - moj syn dopiero idzie do szkoly, bede z czasem poznawal coraz wiecej).

Cytuj:
Choćby i po to, żeby np. wiedział co znajduje się w jego pożywieniu. Czym jest taki kwas, barwnik czy inne E-500-900. Choćby i po to też, żeby nie smarował się pod pachami aluminium.


Dzieki za informacje Kamyk. Musze przyznac, ze ja - mimo skonczenia szkoly w Polsce - nie potrafie ci podac skladu chemicznego mojego jedzenia. W wiekszosci przypadkow nie potrafie rowniez napisac wzoru, nawet jesli mi powiesz, co tam jest. Nie wiem, jaki sklad maja poszczegolne kwasy, barwniki, a nie wiem rowniez, co to jest E500 - E900. Gdy w 2010 bylem w Polsce, po raz pierwszy w zyciu odwiedzilem Kazimierz i nie wiedzialem, ze rzeka, nad ktora lezy to Wisla, nad czym Polacy lamentowali. Tymczasem ja nie rozumialem i nadal nie rozumiem, z jakiej paki powinienem znac kazda miejscowosc, przez ktora Wisla przeplywa i dlaczego akurat mam wiedziec, ze plynie przez Kazimierz.

Cytuj:
W irlandzkiej szkole masz często tak, że nikt terminów nie przypilnuje i pani pozwoli przedłużyć oddanie projektu o kolejne dwa tygodnie. Przypomniało mi się jeszcze, że w irlandzkich szkołach kompletnie nie znają mitologii greckiej. Syzyf, Ikar to może u Irlandczyków wywoła co najwyżej skojarzenie z syfillisem i IKEĄ.


W Australii rowniez mitologii nie znaja i to rowniez starsze pokolenie. Zeby bylo ciekawiej, nie znaja jej rowniez ludzie z naszego pokolenia i to rowniez ci majacy greckich rodzicow czy dziadkow. Nie mam nic do mitologii, przeczytalem ja wiele razy. Ale znow pytanie - czy aby na pewno jest jej znajomosc tak bardzo niezbedna w zyciu?

Cytuj:
Tak tu po prostu jest i tyle. Jeszcze w 2015r. pod względem cen Irlandia była na 5 miejscu w Europie. Wysokie ceny owoców na pewno wynikają z faktu, że wszystko się importuje. Widok jabłek czy borówek z Polski nie dziwi. Wiśni, agrestu, aronii, jagód nie znajdziesz prawie w ogóle.
Nawet nastawiona turystycznie Grecja jest o wiele tańsza niż Irlandia. Kilka lat temu wywołało to u mnie szok.


No to macie problem... A Irlandia to ponoc zielony kraj. Czyzby rolnictwo i sadownictwo bylo tak bardzo slabe?

Cytuj:
Jaśku. Chodzi o oswojenie się dzieciaków z książkami. Jeżeli rodzic nie przypilnuje i od małego nie zachęci do czytania, to jeżeli szkoła nie zachęca do czytania, to jak taki młody człowiek ma zacząć czytać książki? Poza tym dzisiaj w polskiej szkole dzieciaki czytają Hobbita czy Harry Pottera. Na wczesnym etapie nauczania lektury typu: "Na jagody", baśnie Andersena, "Czarne stopy" nie należały chyba do nudnych.W liceum z kolei "Proces", "Rozmowy z katem", "Zbrodnia i kara" to była czysta przyjemność. Poza tym uczenie lektur, które trzeba przeczytać na 14 następnego miesiąca uczy trochę organizacji pracy.


Przyznaje, w podstawowce bylo troche lektur, ktore czytalo sie calkiem fajnie. Inaczej z tym bylo natomiast w szkole sredniej. Byla ich tak ogromna liczba w tak krotkim czasie, ze wiekszosc sie poddawala i zwyczajnie nie czytala. Z mojego punktu widzenia polonisci i program nauczania skutecznie zniechecal ludzi do czytania zamiast zachecac. Nie brakowalo ksiazek, ktorych zwyczajnie przetrawic sie nie dalo - ot chociazby Lalka, Ludzie Bezdomni, Granica. Pana Tadeusza mimo najszczerszych checi wytrzymalem bodajze jedna, moze dwie ksiegi. Ludzie Bezdomni i Granica uczyly jakiegos dziwnego podejscia do zycia, ktorego do dzis nie rozumiem. Bujajace w oblokach polonistki pialy z zachwytu nad naiwnoscia i niedzisiejszoscia dr Judyma czy pastwily sie nad nieodpowiedzialnym Zenonem Ziembiewiczem, ktoremu psychiczna kochanka nalala kwas na twarz, bo nie chcial sie z nia ozenic. Jak na maturze dostalem te nieszczesna Granice i owego Zenona, powiedzialem, ze choc to co zrobil jest etycznie zle, to ja mu sie nie dziwie, bo kto by chcial sie zenic z niestabilna psychicznie kobieta. Polonistki przezyly to tak ciezko, ze musialy naradzic sie z nauczycielka fizyki, co z tym problemem zrobic. Ciekawe... nie mialem wiec "podsumowac poczynan Ziembiewicza" jak to bylo w moim maturalnym pytaniu, ale "dac taka odpowiedz odnosnie Ziembiewicza, zeby polonistki sie ze mna zgadzaly". I choc kobiety zostaly powstrzymane przed zemsta za myslenie inaczej niz ogolnie przyjete, to historia od fizykow na ten temat nie byla zbyt piekna.

Cytuj:
Tylko, że takie zagłaskiwanie potem przekłada się na relacje pracodawca-pracownik. Tutaj jest tak, że zamiast powiedzieć Ci wprost, że coś po postu robisz źle, to Ci powiedzą, że nie jest tak źle, jak na pierwszy raz całkiem dobrze, mimo że po prostu coś zrobiłeś fatalnie. Ja wolę od 50-letniego gościa usłyszeć wprost, że to i to nie jest dobre i należy zrobić tak i tak. naprawdę, ale to co tu wychodzi po szkołach i przychodzi do pracy to woła o pomstę do nieba. Przekonanie, że w życiu ma być równie łatwo jak w szkole podstawowej. Od małęgo tak przyzwyczajają, a potem się dziwią, że całe pokolenia wola kombinować z zasiłkami zamiast iść do porządnej roboty


Kamyk.... ale historia, ale nie tylko irlandzka. W Polsce wali sie brutalnie, prosto z mostu, prosto w twarz, ale mlodzi pracownicy sa rowniez mizerni. Stad kiepska kultura pracy, malo umotywowani pracownicy, nieprzyjemna atmosfera. Mimo innosci kulturowej, Polska ma rowniez problem z mlodymi pracownikami, ktorych wiedza szkolna jest zupelnie niepraktyczna. W Australii mowi sie pracownikowi, co zrobil zle, ale nie wytyka mu sie kazdego jednego bledu, jak to czyni sie w Polsce. Prawda jest, ze mlodzi ludzie po szkolach nie maja za bardzo rozwinietej metodyki i kultury pracy, ale dziala to dosc prosto - albo sie dostosuja, albo wylatuja. Pewien Arab odebral tu ode mnie bardzo brutalna lekcje, ale lekcje, za ktora kilka miesiecy pozniej podziekowal mi osobiscie. Mial chlopak w moim zespole prace, ale wychodzil sobie na godzinne przerwy na papierosa, siedzial mi na Facebooku, na youtube, spoznial sie do pracy. Zastosowalem szybkie metody wychowawcze. Najpierw kazdy dostawal podwyzke, jego pominalem i powiedzialem mu, ze wlasnie stracil 10% podwyzki. Na krotki czas poskutkowalo. Potem jednak powrocila stara sytuacja. Do tego chlopak zapisal sie na kurs do szkoly i trzy dni przes startem kursu powiedzial mi, ze musze mu zmienic pelny etat na 3/4 etatu. Mialem ochote odmowic, ale akurat byl mi wtedy potrzebny, wiec mu na to pozwolilem. Przyszedl wiec dzien restrukturyzacji w firmie i z moim nowym szefem dogadalismy sie, ze pozwoli mi wyczesac pol zespolu. Kolega Arab, choc bardzo sympatyczny, polecial pierwszy. Po paru miesiacach odwiedzil firme, bo skonczyl nauke i ponownie szukal pelno etatowej pracy (podcas nauki jechal na dorywczych). Pytal sie nawet mnie, czy mam jakas prace, ale firma znala jego "wyczyny" w moim zespole i wszyscy mu odmowili. Spedzilismy chwile rozmawiajac. Podczas tej rozmowy chlopak zaczal mi dziekowac za "cenna zyciowa lekcje", a od jego znajomych wiem, ze nie byla to sciema, tylko ze faktycznie wzial sie do roboty. Pracy oczywiscie nie dostal... no bo i czemu mialbym ja mu dac?

Cytuj:
To jest normalka, dlatego śmieszą mnie od lat powtarzana propagandowe hasła w stylu "co o nas powiedzą zagranicą". "Cały świat z nas się śmieje". Przeciętnego Irlandczyka obchodzi jedynie wieczór w pubie, mecz ligi nagielskiej, rugby czy GAA i wyniki losowania lotto. Tak samo śmieszą mnie te filmiki jacy to Amerykanie głupi bo nie wiedzą gdzie leży Francja. W Polsce gdyby zrobić test, gdzie leży jaki stan w USA byłoby równie śmiesznie.


Sporadycznie do Australii docieraja newsy z Polski. Dotarlo San Escobar, Teletubis Gej, czarne marsze, pare tekstow Waszczykowskiego, dotarl rowniez slynny magik Pan Zabek, ktory w ramach triku przebil kobiecie reke gwozdziem. Ale za wiele czasu nad tym nikt nie spedzal, bo mamy tu swoje problemy i swoje newsy. Ot chociazby ostatnio Schapelle Corby - ktora siedziala 12 lat w wiezieniu w Bali za handlowanie narkotykami, a teraz wrocila do AU i media robia z niej narodowa bohaterke. Na szczescie ludzie maja swoje mozgi i jest masowy "backlash" w stosunku do mediow za robienie bohaterki z przestepczyni.

Sprawa muzulmanow jest prosta - integruja sie bardzo dobrze, a odchyly zawsze sie znajda. Nawet w Polsce, gdzie chodzilismy do szkoly, w kazdej klasie pare tych odchylow bylo, a niemalo z nich mialo w ktoryms momencie problemy z prawem. Populisci na takich wlasnie odchylach beda budowac swoje gadki polityczne i siac strach i nienawisc. Mieszkam 13 lat w Australii, bywam regularnie w dzielnicach muzulmanskich (w jednej maja dobre restauracje, w drugiej dobry wybor kantorow), wiec nijak sie populistyczne katastroficzne wizje odnosnie muzulmanow maja do rzeczywistosci. Przynajmniej tej australijskiej.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 13 cze 2017, o 02:22
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1326

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Spytaj kumpeli i nech Ci napisze ceny za każdą z tych rzeczy to się nieźle pośmiejemy.

Spytam i mi powie. Tylko ty się najpierw zdecyduj ile tego kupujesz - bo jeszcze się okaże że kupiłeś w tajemnicy całego świniaka i się rzucasz że nikt ci nie wierzy ile kosztowały twoje tajemne kotlety
kamyk napisał(a):
- 10 kg piersi z kurczaka z ALDi a nie z rpomocji od rzeźnika, bo ja tak akurat policzyłem
- 1 kg szynki (tylko nie Mortadeli, jakiejś lepszej z PL sklepu)
- 7.5 kg ziemniaków
- masło
- kostka sera białego (z PL sklepu)
- 2 kg bananów
- płyn do prania 2 litry
- 1 kg pieczarek
- 20 dużych jajek
- 3 chleby (z PL sklepu)
- 10 bułek (z LIDLa)
- 1 litr Oliwy
- 3 l mleka

kamyk napisał(a):
Porównałem sobie ceny zakupów w Polsce i w Irlandii. I to te najtańsze. Czyli Biedronka w Polsce i ALDI w Irlandii. Standardowe zakupy( 1.5 kg piersi z kurczaka, kg szynki, 7.5 kg ziemniaków, masło, kostka sera biuałego, 2 kg bananów, płyn do prania, pieczarki, 20 jajek, 3 chleby, 10 bułek, litr Oliwy, 3 l mleka i kilka innych)
Wyszło mi że w Polsce zapłacę 213.15 zł, a w Irlandii 79.60 eur. Czyli 120 zł różnicy.


           
Post 13 cze 2017, o 07:11
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
Pomyłka się wkradła. 1,5 kg piersi z kurczaka i 1 kg pieczarek. Pieczarki chyba trzeba było uszczegółowić co nie. Chyba do sklepu nie idziesz i nie mówisz "poproszę pieczarki". Więc się nie dziwuj.

W Irlandii zapłacisz za tę listę 64 euro. Uwierz mi bułki za 10 centów tutaj nie znajdzieszv :biggrin: W Polsce za to samo zapłącisz 149złotych. Różnica ponad 100 złotych. Więc niech koleżanka nie wciska Ci kitu.

Oczywiście niewygodne fakty dla Ciebie czyli ranking kosztów zycią w europejskich miastach i dane eurostatu celowo pomijasz.


           
Post 13 cze 2017, o 08:41
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
No widzisz, w naszych szkolach zakazane bylo uzywanie kalkulatora, a teraz w szkole w Australii sa projekty, ze kazdy dzieciak ma miec wlasnego notebooka badz tableta badz nawet obydwa. Za naszych czasow wymagano od nas prowadzenia zeszytu, tutaj natomiast duzo bardziej widze ksiazki z cwiczeniami (ale jak pisalem - moj syn dopiero idzie do szkoly, bede z czasem poznawal coraz wiecej).

Jaśku. Sam wiesz przecież, że żeby nauczyć się nawet podstaw programowania to nie wystarczy mieć tylko najnowszego notebooka czy tableta, potrzebna jest matematyka, logika, trochę abstrakcyjnego myślenia i nieraz old-schoolowe bazgranie po kartce papieru.
Za naszych czasów hitem przecież był zeszyt ćwiczeń "I ty możesz zostać pitagorasem". Dzisiejsze młode pokolenie w wększości umie jedynie: logowac się na facebooka, odnaleźc filmik na youtube ma wiedzę czym jest snapchat, twitter ale czy coś więcej. Uwielbiam dzieciakom i ich koelząnkom i kolegom zadawać proste pytania z obsługi komputera.

Poza tym trochę obycia we współczesnym świecie trzeba mieć, jakąs wiedzę ogólną. Nie wymagam, żeby znać wszystkie skłądniki pożywenia i ich skład chemiczny, ale można wiedzieć że kwas askorbinowy nie jest tak szkodliwy jak kwas siarkowy. Natomiast jak jakiś kraj się odwiedza, to przynajmniej podstawową wiedzę na temat jego historii i kultury dobrze znać. Nawet króciutki przewodnik przeczytać.

PS. Australia jest mało atrakcyjnym miejscem do podboju przez Islam. Zrobisz kalifat i co dalej, wszędzie morza i oceany dookoła. I jakimiś statkami trzeba się męczyć, a tak na poważnie, to po prostu władze Australii są nieco mądrzejsze (nieco ??? :biggrin: ) od urzędasów z Europy stąd przez najbliższe lata możesz spać spokojnie.


           
Post 13 cze 2017, o 13:32
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
Cytuj:
Jaśku. Sam wiesz przecież, że żeby nauczyć się nawet podstaw programowania to nie wystarczy mieć tylko najnowszego notebooka czy tableta, potrzebna jest matematyka, logika, trochę abstrakcyjnego myślenia i nieraz old-schoolowe bazgranie po kartce papieru.


No masz racje. Faktem jest, ze ja sam kiedys programowalem, a najlepsza szkole programowania dostalem w sredniej szkole, a zaczela sie ona od schematow blokowych i algorytmiki. Zanim nam pozwolono programowac na komputerze, pisalismy nasze programy na kartkach, wlasnie w formie schematow blokowych. I przyznaje... efekt byl dobry, bo choc ekspertem w programowaniu nie jestem, to wiekszosc jezykow programowania uzywa dosc podobnej logiki. Tak kolo 5 - 6 lat temu pomoglo mi to w Australii nauczyc sie w moim wolnym czasie VBA i pisania macro w Excelu.

Cytuj:
Za naszych czasów hitem przecież był zeszyt ćwiczeń "I ty możesz zostać pitagorasem". Dzisiejsze młode pokolenie w wększości umie jedynie: logowac się na facebooka, odnaleźc filmik na youtube ma wiedzę czym jest snapchat, twitter ale czy coś więcej. Uwielbiam dzieciakom i ich koelząnkom i kolegom zadawać proste pytania z obsługi komputera.


Zeszyt pamietam, ale nie uzywalem. O obsludze komputera to niestety prawda. Ja przejechalem sie juz pare razy na zalozeniu, ze mlode pokolenie umie uzywac komputer. Dalem im Outlook, Excel czy Word i nie moglem uwierzyc, ze 25 latek czy 25 latka nie potrafi mi w nich wykonac prostych zadan.

Cytuj:
Poza tym trochę obycia we współczesnym świecie trzeba mieć, jakąs wiedzę ogólną. Nie wymagam, żeby znać wszystkie skłądniki pożywenia i ich skład chemiczny, ale można wiedzieć że kwas askorbinowy nie jest tak szkodliwy jak kwas siarkowy.


Tego nie wiedzialem. :P

Cytuj:
Natomiast jak jakiś kraj się odwiedza, to przynajmniej podstawową wiedzę na temat jego historii i kultury dobrze znać. Nawet króciutki przewodnik przeczytać.


Niekoniecznie. Zarowno do Chin jak i do Nowej Zelandii jechalem bez podstawowej wiedzy na temat ich historii i kultury. No chyba, ze w ramach podstawowej wiedzy jest, ze Chinczycy mowia po chinsku, jezdza ryz i uzywaja paleczek. Z Nowa Zelandia bylo jeszcze gorzej, bo wlasciwie jedyne, co o nich wiedzialem, to ze mowia po angielsku i ich jezyk jest dosc podobny do australijskiego.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 13 cze 2017, o 13:51
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1326

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Pomyłka się wkradła.
Tobie wszędzie się pomyłki wkradają
kamyk napisał(a):
i 1 kg pieczarek. Pieczarki chyba trzeba było uszczegółowić co nie. Chyba do sklepu nie idziesz i nie mówisz "poproszę pieczarki". Więc się nie dziwuj.
W lidlu prosisz panią o odważenie 1 kg pieczarek? :wysmiewacz:
kamyk napisał(a):
Oczywiście niewygodne fakty dla Ciebie czyli ranking kosztów zycią w europejskich miastach i dane eurostatu celowo pomijasz.
Dublin to porównuj z Warszawą, nie Rzeszowem.
Będę miała szczegółowe informacje to policzymy.


           
Post 13 cze 2017, o 18:39
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
Zadziwiające. Ty naprawdę jesteś święcie przekonana , że wiesz lepiej ode mnie jak wygląda życie w Irlandii.

Cytuj:
Dublin to porównuj z Warszawą, nie Rzeszowem.

Gdybyś czytała ze zrozumieniem to zauważyłabyś, że podałem ranking miast z którego jasno wynika, że Warszawa jest na 64 miejscu, a Dublin na 8 miejscu. Przypomnę też, że w Dublinie, w samym mieście, mieszka 25% Irlandczyków.

Chcesz mieć pole do popisu. To udowodnij to co wcześniej napisałaś
Cytuj:
W Niemczech ceny jeszcze lepsze, zbliżone do polskich. Już dawno minęły czasy kiedy zagranicą było dużo drożej.


           
Post 13 cze 2017, o 23:16
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
Cytuj:
Dublin to porównuj z Warszawą, nie Rzeszowem


Ciekawostka...

W Rzeszowie sredni zarobek na reke okolo 2.3 tys zl, cena przecietnego mieszkania (3 pokojowe 60 metrow kwadratowych) okolo 300 tys zl. 130 razy wiecej

W Sydney sredni zarobek na reke okolo $6,500 miesiecznie, cena przecietnego mieszkania (3 pokojowe, 80 metrow kwadratowych) okolo $670,000. 103 razy wiecej

A Sydney ponoc drugie najdrozsze miasto na swiecie w kwestii nieruchomosci...

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 14 cze 2017, o 04:19
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1326

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Zadziwiające. Ty naprawdę jesteś święcie przekonana , że wiesz lepiej ode mnie jak wygląda życie w Irlandii.
Przyjaciółce uwierzę zawsze, tobie - nie bardzo zwłaszcza po tych bzdurnych wpisach o setkach milionów zysku JSW
kamyk napisał(a):
Gdybyś czytała ze zrozumieniem to zauważyłabyś, że podałem ranking miast z którego jasno wynika, że Warszawa jest na 64 miejscu, a Dublin na 8 miejscu. Przypomnę też, że w Dublinie, w samym mieście, mieszka 25% Irlandczyków.
Gdybyś ty czytał ze zrozumieniem, to pojąłbyś że skoro jako irlandzki przykład dajesz stolicę i zarazem najdroższe miasto, to do porównania ze strony polskiej należy dać stolicę bądź najdroższe miasto w Polsce (akurat tym i tym jest Warszawa). Jeśli to jednak dla ciebie za trudne, to przepraszam, nie będę cię już męczyła


           
Post 14 cze 2017, o 07:30
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
karolcia napisał(a):
]Przyjaciółce uwierzę zawsze,

A ta przyjacółka to w końcu te zakupy zrobiła? Ceny w sklepach na największym irlandzkim zadupiu niczym się nie różnią od tych cen w Dublinie. Rzecz jasna poranne sobotnie pociągi do centrum Dublina są puściutkie. :biggrin:

karolcia napisał(a):
zwłaszcza po tych bzdurnych wpisach o setkach milionów zysku JSW

Próbuj zaprzeczyć faktom. Na razie nie podjęłaś się próby. Specjalnie dla Ciebie znalazłem artykuł o JSW z Twojej ulubionej Gazety Wyborczej. Tam Ci oczywiście wytłumaczą jaką wersję o zysku należy mówić.

Górnicza spółka zamknęła pierwszy kwartał 2017 roku zyskiem netto w wysokości 955,4 mln zł.
Ja o faktach Ty o wierze.
Tu masz link:
http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7, ... egiel.html
Był zysk w I kwartale 2017r. TAK czy NIE?

Podaj jakie konkretne przykłady. Dalej nic nie napisałaś o tych cenach w Niemczech.
Cytuj:
W Niemczech ceny jeszcze lepsze, zbliżone do polskich. Już dawno minęły czasy kiedy zagranicą było dużo drożej.


           
Post 14 cze 2017, o 12:47
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1326

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Próbuj zaprzeczyć faktom. Na razie nie podjęłaś się próby. Specjalnie dla Ciebie znalazłem artykuł o JSW z Twojej ulubionej Gazety Wyborczej. Tam Ci oczywiście wytłumaczą jaką wersję o zysku należy mówić.

Górnicza spółka zamknęła pierwszy kwartał 2017 roku zyskiem netto w wysokości 955,4 mln zł.
Ja o faktach Ty o wierze.
Tu masz link:
http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7, ... egiel.html
Był zysk w I kwartale 2017r. TAK czy NIE?
Nie rób ze mnie idiotki, dobrze? Piszesz o zyskach za 2016 a teraz zmieniasz wersję i już jest I kwartał 2017? Może zajmij sie lepiej przygotowaniami do marszu na wiecu poparcia dla 87 miesięcznicy smoleńskiej i dla Piotrowicza? Przyznaj się, w domu masz portrety Kaczyńskiego i Piotrowicza na ścianie? :wysmiewacz:
kamyk napisał(a):
Nie ma zysków spółek skarbu państwa? Trochę danych zamiast opisywania swoich lęków.
Orlen 2 mld zysku (500%), Lotos 400 mln (400%), PGNiG 200 mln (15%), KGHM 240 mln (250%), JSW 860 mln (1400% !!!),


           
Post 15 cze 2017, o 11:53
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
Swietny artykul o patriotyzmie w Australii. Autor pokazuje, ze kraj tak z zasady nie zasluguje, ale musi sobie na niego zapracowac w odpowiedzi australijskiemu premierowi. Innymi slowy - kochamy nasz kraj, ale jeszcze wiele musza politycy nad nim popracowac.

http://www.news.com.au/finance/work/leaders/sorry-malcolm-turnbull-australians-arent-all-patriots/news-story/9d5a1b04e4152a4ec8714c615c894e16

Tak naprawde patriotami jestesmy poprzez prace, wspolne budowanie naszego kraju, a nie poprzez popisywanie sie publicznie, jacy to z nas patrioci.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 28 cze 2017, o 07:46
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
karolcia napisał(a):
Już dawno minęły czasy kiedy zagranicą było dużo drożej.

Jedna baba drugiej babie, a wystarczy zajrzeć do danych eurostatu.
Obrazek
Na załączonym obrazku widać widać wyraźnie jaka jest różnica cenowa między Irlandią a Polską. Irlandia taki malutki kraj a jest na 6-tym miejscu w Europie pod względem cen. Polska na miejscu 30-tym.

Kilkanaście dni minęło i już skończyło sie powoływanie na słynną kumpelę. Mogą sobie panie pisać co chcą, a wystarczy, że poda sie strony typu aldi.ie czy lidl.ie, gdzie wszystko mozna sobie sprawdzić i porównać i będzie pozamiatane.


           
Post 2 lip 2017, o 19:01
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 556

Zobacz profil 
http://natemat.pl/211231,melbourne-pola ... o-warszawy

Łap Jasiek i konfrontuj się z panią. Choć uważałbym, bo portal natemat.pl to naprawdę czasami ma teksty i analizy na żenująco niskim poziomie.


           
Post 2 lip 2017, o 22:40
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7531

Zobacz profil 
LOL, pania zegnamy tesknic nie bedziemy. :) Nie wiem, skad ona wziela dane o 30% bezdomnych, ale przez 13 lat zycia w Australii widze ich naprawde sporadycznie (wlacznie z Melbourne, gdzie tez juz kilka razy bylem). W przeciwienstwie do Nowej Zelandii (skad ta pani sie przeprowadzila), gdzie w Auckland bylo ich cale mnostwo w okolicach Aotea Square. "Znudzeni nastolatkowie rozjezdzajacy ludzi samochodem" odnosi sie do jednego przypadku, ktory bodajze opisalem na forum, a mial miejsce w centrum Melbourne w styczniu 2017 (i bynajmniej nie byl dzielem muzulmanina).

Tak poza tym, zajmujace czas szukanie pracy, drogie mieszkania/domy, drogie przedszkola, od czasu do czasu zdarzajace sie zamieszki, strzelaniny (mimo braku dostepu do broni) i fakt, ze Melbourne nie jest zachwycajacym miastem, to cos, z czym sie zgadzam i co uderza przecietnego emigranta, zwlaszcza od strony finansowej (wliczajac tego z Nowej Zelandii). Start jest ciezki finansowo, glownie z powodu przeskoku na nowy, duzo wyzszy cennik (ktory nie jest problemem, gdy ma sie normalna prace, ale jest problemem, gdy na poczatku lapiesz sie czego popadnie). Emigracja do AU to taki troche roller coaster. Zaczyna sie od WOW przez pierwszych pare tygodni, pozniej przychodzi taki wlasnie stan, przez jaki przechodzi ta pani. Potem natomiast albo uczysz sie kraj akceptowac, albo go opuszczasz, bo nie mozesz sie przystosowac. Takich, co przystosowac i zaakceptowac nie umieja, zegnamy bez zalu i zyczymy im szerokiej drogi. :)

A co do malowniczosci... Nowa Zelandia jest bez dwoch zdan bardziej malownicza niz Australia. NZ to gory, widoki, rzeki itp. Australia to wielki, pusty kraj, z miastami na wybrzezach. To nie zmienia faktu, ze i tutaj jest sporo do zobaczenia, trzeba tylko troche sie z tym zapoznac. Plaza St Kilda w Melbourne wyglada naprawde fajnie, przejazd wzdluz St Kilda i wzdluz oceanu rowniez. Jesli ktos lubi bardziej dzikie tereny, niech sobie pojedzie kolo Melbourne przez Great Ocean Road - widoki to absolutna rewelacja, zwlaszcza 12 apostolow. Jest jeszcze wyspa Philp Island, gdzie mozna ogladac, jak wieczorem pingwiny wychodza z morza, a potem ida wzdluz kladki, nie bojac sie turystow. Jest pewnie i wiecej w okolicach Melbourne, ale po prostu jeszcze tych atrakcji nie zaliczylem.

Cytuj:
Australia to totalna siekierka, ale w moim przypadku okazało się, że wolę polski kijek, bo tu dotkliwie brakuje mi socjalnej interakcji z rodziną i przyjaciółmi, której nie postrzegałam jako szczególnie istotnej, kiedy mieszkałam w Polsce. Bez większych żalów wracam do Warszawy w lipcu.


To jest rowniez czesta przyczyna wyjazdu emigrantow z Australii i Nowej Zelandii. Rodzina zostaje daleko. Natomiast przyjaciele... slaba wymowka, bo na emigracji po prostu znajdujesz nowych.

Rozbawilo mnie natomiast, jak pani pisze na temat konserwatywnosci Australii, bo nie chce przejsc na zielona energie. Nie wiem, na czym sie to stwierdzenie opiera, ale mnostwo ludzi tutaj instaluje panele sloneczne na dachach swoich domow, a rzad oferuje dofinansowanie. No chyba, ze chodzi o to, ze pare lat temu Tony Abbott zlikwidowal rzadowa komisje klimatyczna, za co nacja bila mu ogromne brawa. Pozbyl sie bowiem bandy darmozjadow bawiacych sie w ekoterrorystow. Komisja gdzies tam sobie istnieje dalej, tyle ze rzad juz za nia nie placi. Zielonym juz dziekujemy (co pokazuja ich dramatyczne wyniki w ostatnich kilku wyborach).

A tu masz kolejny taki artykul "ödslaniajacy prawde". Tym razem inna Polka wyzywa sie na australijskiej sluzbie zdrowia (to jakies wyssane z palca fantazje, uzywam od ponad 13 lat, serwis jest super z wyjatkiem polskiej lekarki, ktora wystawia lewe zwolnienia), braku zainteresowan kulturowych ze strony Australijczykow (nie jest z tym az tak zle, Aussies lubia podrozowac i ciekawi ich swiat), sklepach otwartych do 5 pm (na szczescie nie jest tak zle, jak pisze, duze sieci sa otwarte do poznych godzin, nawet w Perth, skad jest autorka, tylko ta pani nie umie ich znalezc). Dodam, ze ja pajaki widze tu regularnie, natomiast weza na dziko widzialem raz - przekroczyl mi droge niedaleko mojego domu. Poza tym, w Kurnell, gdzie pracuje, czesto znajdujemy porzucone skory wezy, a czasem niektorzy widza, jak kreca sie po okolicy weze. Co do porownania do programu 500 plus... to wasz program jest bardzo slaby w porownaniu do tego, jakie dofinansowania dostajemy tu od rzadu australijskiego. Przykladowo w 2012, gdy urodzil sie moj syn, dostalem prawie $5,500 becikowego (teraz przepisy sie zmienily i nie jest juz tak fajnie), a sa jeszcze tzw. family tax benefits (dostawalem przez pare lat po $4,500 od rzadu, mimo ze zarabialem prawie dwukrotna srednia krajowa) i dofinansowania do przedszkola (50% kosztow pokryte przez rzad). Jescze troche by sie w tym artykule znalazlo. Zegnamy, tesknic nie bedziemy, choc z tego co slysze, autorka z Australii szybko wyjechala i jeszcze szybciej wrocila, bo w Polsce sie po prostu nie dalo...

http://www.calareszta.pl/czy-australia-to-naprawde-raj-na-ziemi/#more-11056

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w temacie  [ Posty: 216 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Narzędzia



Skocz do:  

Uprawnienia

Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów



Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

Original style by phpBBservice.nl & New Design style by ZeNaNLi