Nie bądź tylko Gapiem. Weź aktywny udział w dyskusji i zarejestruj się już teraz. Rejestracja

Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Odpowiedz w temacie

Rozmowy o emigracji


Luźne rozmowy na luźne tematy

Opcje      Szukaj
Post 23 wrz 2017, o 14:59
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
No i slowa podziekowania dla Karolci za informacje, jak to obecnie dziala w Polsce z paszportami. Wlasnie wrocilem z 6 tygoniodowej podrozy po Europie + Singapur i kiedy w Polsce pokazalem paszport australijski, to nikt sie mnie nie pytal, czy mam polski. Po prostu zaakceptowali i tyle. Nie interesowalo ich to ani w Rzeszowie na Jasionce, ani w Warszawie. Wzieli ten paszport, ktory im dalem.

Tak swoja droga, to druga moja podroz do Europy w ostatnich 14 latach (czyli od kiedy mieszkam w Australii). W Polsce bylem poltora tygodnia, oprocz tego zaliczylem jeszcze piec innych europejskich krajow (UK, Francja, Szwajcaria, Wlochy i Austria) oraz Singapur. Zwraca uwage mizerna jakosc PKP Intercity, znacznie ustepuje kolejom na zachodzie (brak miejsca na bagaze w przedzialach jak i braki papieru toaletowego, ktorego obsluga nie ma wiecej i nie wie, gdzie znalezc wiecej :lol: ) jak rowniez kiepska obsluga klienta na pokladzie LOT-u (nie widzialem jeszcze, zeby obsluga samolotu zaczela pyskowac do klientki za to, ze nie mogla znalezc miejsca na bagaz) oraz ogolnie dziwna kultura i mentalnosc narodu, wyraznie rozniaca sie od zachodniej Europy i Australii (choc tu tez nie zawsze tak jest, bo jest wielu ludzi, ktorzy regularnie podrozuja na zachod i pewne rzeczy przychodzi im latwiej zrozumiec), ale wyjazd byl fajny. Poeksperymentowalismy z jedzeniem i pare dobrych potraw dla kazdego sie znalazlo. Kiepsko jest w Polsce z zielonymi warzywami, nawet w lecie, stad tez czujemy roznice podczas wizyt w WC. Nie zachwycily nas raczej umiejetnosci polskich kucharzy - w UK czy we Wloszech jedzenie bylo duzo lepsze. Wielkimi zwyciezcami w kwestii jedzenia podczas tej wizyty w Polsce byly pomidory i bialy ser - naprawde mialo to znakomity smak. A mowie to jako osoba, ktora mieszka w kraju, gdzie pomidory sa absolutnie rewelacyjne. Zwracaja uwage wysokie ceny w stosunku do statystycznych zarobkow (Kamyk, uwazaj, po przyjedzie z Irlandii moze przejsc troche szoku, bo ja osobiscie bylem zaskoczony, gdy to porownalem). Na szczescie tego, przed czym Karolcia mnie ostrzegala (tzn. patrole prawdziwych Polakow), nie spotkalem, ale moja zona na wszelki wypadek na ulicy zakladala okulary sloneczne, wiec nie bylo widac, ze Azjatka.

Nalezy krajowi podac na plus duza poprawe jakosci drog (zwlaszcza w kwestii nawierzchni), wyrazne inwestycje w infrastrukture (np. przebudowa dworca w Krakowie, sporo prac nad dworcem Krakow Zablocie czy Katowice Glowne). Poprawila sie moim zdaniem kultura kierowcow. Widze tez, ze niektorzy zaczynaja rozumiec, ze do klienta nalezy sie usmiechnac i powiedziec dzien dobry, choc na pytanie "czy moge rozmawiac z managerem" dziwne im sie wyrazy twarzy robia. :D

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 23 wrz 2017, o 15:19
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1357

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
Zwracaja uwage wysokie ceny w stosunku do statystycznych zarobkow (Kamyk, uwazaj, po przyjedzie z Irlandii moze przejsc troche szoku, bo ja osobiscie bylem zaskoczony, gdy to porownalem).

Po 2 latach rządów PiS doszło do tego, że masło jest droższe od osławionych ośmiorniczek :D


           
Post 24 wrz 2017, o 01:01
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
Nie o maslo mi chodzi (kryzys jest ponoc w innych czesciach Europy), a o inne produkty. Przykladowo - klocki lego. Ceny zrzucily nas z nog. Za pudelko, ktore w Australii kosztuje 30 AUD, w Polsce chca 100 - 120 zl (1AUD = 3zl). Inne zabawki rowniez drogie. Wyraznie brakuje w Polsce tanszych marek zabawek - okazja dla inteligentnych biznesmenow? Ceny w restauracjach - na moja kieszen taniutko, ale w porownaniu do polskich zarobkow wychodzi drogo. Nic dziwnego, ze nie ma zbyt wiele ludzi. Drogo wygladaja rowniez ceny odziezy. Dla ludzi w tym kraju problemem jest kupienie markowych butow, nowego iPada czy nowego smart phoneá. Jest rowniez notoryczne nocowanie u znajomych czy rodziny - z rozmowy z roznymi ludzmi wynika, ze w Polsce to codziennosc. To chyba taka pozostalosc PRL-owska. Ja rozumiem na jedna noc raz na jakis czas, ale oni potrafia to robic przez dluzszy czas. Stad malo atrakcyjne plany wakacyjne - niestety, wielu ludzi nie interesuje zobaczenie czegos nowego, wiec czesto jezdza w te same miejsca i czesto mowia, ze "mnie inne miejsca nie interesuja".

W ogole wrazenie polskiej kultury jest takie, ze ludzie po powiedzmy przekroczeniu 30 osiagaja jakis tam poziom minimum i sie na nim zatrzymuja. Nie czuja potrzeby osiagniecia czegos wiecej i jakby nie wierza w to, ze sie da. Wystarczy malutkie mieszkanie, jakas tam praca, a zero planowania na przyszlosc, na starosc, jakies wealth creation czy inwestycje. Oczywiscie, spotkalem nieliczne wyjatki. Ludzie dziwia mi sie, jak ja moge wziac kredyt i zainwestowac w nieruchomosci... ze jak ja w ogole moge podjac finansowe ryzyko. Wrazenie jest rowniez, ze macie tam w Polsce bardzo nerwowe zycie. Wszystko na szybko, stricte na czas, ze ktos cos musi... totalnie inne od Australii, gdzie zycie jest zrelaksowane, toczy sie wolniej, a wypad 50 - 100 km za miasto nie jest podroza raz na kilka miesiecy.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 24 wrz 2017, o 10:03
 Re: Rozmowy o emigracji
Medalista GP
Medalista GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 23 kwi 2006, o 15:29
Skąd: przybyszówka
Posty: 2279

Zobacz profil 
karolcia napisał(a):
Po 2 latach rządów PiS doszło do tego, że masło jest droższe od osławionych ośmiorniczek :D

a doszlo nawet do tego, ze kaczor na zlosc makronowi podrozyl maslo we francji od stycznia tak o 0.50 € :)
kamyk :arrow: wam w irlandi tez kaczor podniosl ceny masla, czy jego dyktatura juz tam nie siega :wink:

_________________
"Obrazek

http://www.youtube.com/watch?v=5DxhXflwC8I

OSTAFA NIE CZYTAM


           
Post 24 wrz 2017, o 12:27
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 558

Zobacz profil 
Tu kaczor Niemca w swoich sieciowkach zmusil do podwyzki o 10 centow, ale Niemiec obronil demokracje i teraz stanialo. Za to Irol w swoje siecowce ulegl i maslo kosztuje 1,80 a bylo chyba po 1,60.

Uwielbiam jaskowe reportaze z cyklu : "wsrod dzikich"


           
Post 24 wrz 2017, o 18:09
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju

Dołączył: 11 wrz 2005, o 02:30
Posty: 595

Zobacz profil 
Najśmieszniejsze jest to, że wystawił laurkę sobie i swoim znajomym.


           
Post 24 wrz 2017, o 19:26
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1357

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
Za to Irol w swoje siecowce ulegl i maslo kosztuje 1,80 a bylo chyba po 1,60.
Myślałam że ty już w umiłowanej Wolsce, a ty tak uparcie się tej Irlandii trzymasz jak maminego cycka. Nie rozumiem dlaczego, w kontekście twej miłości do PiS


           
Post 26 wrz 2017, o 08:37
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 558

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
Przykladowo - klocki lego. Ceny zrzucily nas z nog. Za pudelko, ktore w Australii kosztuje 30 AUD, w Polsce chca 100 - 120 zl (1AUD = 3zl). Inne zabawki rowniez drogie.

To jest fakt, zabawki dla dzieci jak na Europę są drogie. Choć tak naprawdę ile tych zabawek nowych kupujesz? Młodsze większość mają po starszych.

Jasiek napisał(a):
Jest rowniez notoryczne nocowanie u znajomych czy rodziny - z rozmowy z roznymi ludzmi wynika, ze w Polsce to codziennosc. To chyba taka pozostalosc PRL-owska. Ja rozumiem na jedna noc raz na jakis czas, ale oni potrafia to robic przez dluzszy czas.

Tutaj Jaśku to musisz bardziej rozwinąć myśl. Przyznam się szczerze, że nie wiem o co Ci chodzi?

Jasiek napisał(a):
Stad malo atrakcyjne plany wakacyjne - niestety, wielu ludzi nie interesuje zobaczenie czegos nowego, wiec czesto jezdza w te same miejsca i czesto mowia, ze "mnie inne miejsca nie interesuja".

Przypadłość ludzka, a nie narodowa. Na 10 Irlandczyków wybierających się na wakacje, 9 odpowie Ci, że jedzie do Algavre(POR), Costa Brava(SPA), Ibiza(SPA) albo na jedną z wysp kanaryjskich. I tak co roku, te same miejsca. Inne często odwiedzane miejsca, to wypady weekendowe do Anglii na mecz piłki nożnej (Manchester, Liverpool albo Londyn) albo Glasgow w Szkocji. Kilkudniowy trip do Holandii albo do Krakowa. C bardziej wierzący katolicy wybiorą z wiadomych względów Rzym i Medjugorie.
Włochy, Grecja to kosmos. Europa Środkowa to jak tereny za murem u Martina. Francja, Niemcy to zamachy więc odpadają. Skandynawia to nie bo za zimno.

A tak na miejscu to w weekend do parku podjechać samochodem i dzieciaki wyprowadzić, żeby się wyszalaly., Jak przygrzeje to na okoliczną zatłoczoną plażę. Po lodzie dla dziecka, do czipersa po żarcie na starym oleju i z powrotem do domu cąły wieczór spędzając na Sky TV, żeby obejrzeć 87 edycję Big Brothera lub X Factor.


           
Post 26 wrz 2017, o 10:15
 Re: Rozmowy o emigracji
Danish Power!
Danish Power!
Avatar użytkownika

Dołączył: 30 sty 2003, o 12:44
Skąd: Danishlandia
Posty: 9211

Zobacz profil 
kamyk napisał(a):
wypady weekendowe do Anglii na mecz piłki nożnej (Manchester, Liverpool albo Londyn)

W poprzedni weekend zaliczyłem właśnie taki wypad do Liverpoolu i Manchesteru na piłkę i polecam. Pod względem turystycznym te miasta wypadają słabo, ale poziom sportowy to już klasa światowa. W grudniu ponownie wybieram się na podwójne derby.

_________________
"Jeżeli masz wszystko pod kontrolą, to znaczy ze jedziesz zbyt wolno."

Obrazek


           
Post 26 wrz 2017, o 12:37
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
Cytuj:
To jest fakt, zabawki dla dzieci jak na Europę są drogie. Choć tak naprawdę ile tych zabawek nowych kupujesz? Młodsze większość mają po starszych


Ja mam jedno dziecko, wiec wszystko kupuje nowe. Nie wiem natomiast za bardzo, jak w Polsce obecnie wyglada rynek zabawek, bo byc moze i do dzis istnieja jakies super tanie sklepy lub marki, gdzie zamiast 100 zl za klocki lego placi sie 30 zl za cos w rodzaju podrobki. Zgaduje na tej podstawie, ze mowiono mi o "tanszej wersji Adidasa czy Nike" w Polsce - oczywiscie chodzilo o jakies tansze marki, ktore wygladaja podobnie, a nie o nielegalne podrobki. Natomiast z tego co piszesz o rzeczach po innych dzieciach, przypomina mi sie, jak czesto ludzie w Polsce mowia o kupowaniu czegos na Allegro (polski odpowiednik eBaya), wiec moze tam jest spory rynek uzywanych rzeczy.

Cytuj:
Tutaj Jaśku to musisz bardziej rozwinąć myśl. Przyznam się szczerze, że nie wiem o co Ci chodzi?


Zadziwily mnie historie znajomych, ktorzy czesto jezdza gdzies na weekendy czy nawet na nieco dluzsze wypady (1 - 2 tygodnie) i niemal za kazdym razem zatrzymuja sie albo u rodzicow/dziadkow albo u jakichs dobrych znajomych. Tak jakby jednym i drugim nie przeszkadzal w ogole brak prywatnosci czy miejsca i tlok w mieszkaniu. Sorry, nie potrafie tego inaczej opisac, ale w Australii kulturowo jest z tym zupelnie inaczej. Tutaj bardzo szanuje sie owa prywatnosc i raczej wynajmuje sie wlasne hotele/mieszkania, nawet jak sie odwiedza rodzine czy znajomych. Wlasnie dzisiaj z kilkoma znajomymi tu w Sydney rozmawialem i dokladnie tak to opisywali, gdy opisywalem im jak to bylo w Polsce. Notabene - nawet, gdy mieszkalem w Polsce, gdy juz podrozowalem samemu, zawsze zatrzymywalem sie w jakims hotelu, a nie u kogos. Jesli kogos jechalem odwiedzic, mialem zwyczaj po prostu do nich przychodzic w odwiedziny, ale nie nocowac. Wyjatek robie jedynie wtedy, jesli przyjezdzam po wielu latach do Polski czy Chin odwiedzic jedna lub druga rodzine - wtedy zwykle zatrzymujemy sie u rodzicow/tesciow, ale tez nie zawsze tak jest.

Cytuj:
Przypadłość ludzka, a nie narodowa.


Calkiem mozliwe. Ja mam takie wrazenie, ze ta przypadlosc jest bardziej podkarpacko-rzeszowska niz polska, bo mam jeszcze do dzis kontakt z ludzmi w Polsce i widze, jak to u nich wyglada. Co roku polskie morze, wzglednie Mazury/Bieszczady/Tatry/Beskidy, a niewielu probuje cos wiecej odkrywac. Mimo wszystko, spotkalem takich (glownie z polnocy i zachodu Polski), co chetnie podrozuja po swiecie i jeden wybierze sie do USA, inny na Cypr, jeszcze inny na Wyspy Kanaryjskie, a sa i tacy, co pojada do Azji czy na Borneo lub Bali. Gdy 2 lata temu spotkalem sie z polska reprezentacja zuzlowa jadaca na DMSJ do Australii, mowili mi, ze przez lata zarobki w Polsce wzrosly na tyle, ze mogli sobie pozwolic na zabranie kilku osob towarzyszacych (np. mama Bartosza Zmarzlika) i choc i tak z ich perspektywy bylo to bardzo drogie przedsiewiecie, to jednak raz na jakis czas moga sobie na to pozwolic. Dlatego wydaje mi sie, ze tutaj rozbija sie w wielu przypadkach o podejscie badz mentalnosc niz o koszty, bo niestety nieraz zdarzylo mi sie tak, ze ktos mi mowil "nie ma po co tam jechac, bo nic nie ma tam do zobaczenia". Nawet jesli sciemnia i problemem sa koszty, to widze tam problem z mentalnoscia, bo coz jest zlego w tym, ze jest to za drogie. Stad tez podoba mi sie postawa ludzi, ktorzy uczciwie potrafia przyznac, ze zwyczajnie jest dla nich za drogo.

Ja moge przyznac, ze 6 tygodni w 7 krajach (6 w Europie i Singapur) dosunelo mi nawet po mojej dosc duzej australijskiej kieszeni i nie mam z tym problemu. Wszystko dolozylo sie po troche - bilety lotnicze (3 osoby), hotele (prawie 5 tygodni w hotelach 3 - 4 gwiazdkowych), czeste wychodzenie do restauracji - na dluzsza mete zawsze kosztuje to wiecej niz standardowe zycie. Nie mam problemu z przyznaniem, ze dla mnie wysokie (choc bez dramatu) byly ceny w Szwajcarii (np. 6 frankow za bulke z kielbasa w kiosku), a koszt taksowki w Londynie (z Heathrow do Tower Bridge) w wysokosci 90 funtow tez mnie zaskoczyl swoja wysokoscia. Inna sprawa, ze poprosilem kierowce, zeby pokazal mi troche Londynu podczas tej przejazdzki, wiec sam sobie te cene nabilem. :D Generalnie jednak kazda lokalizacja ma swoja drogie rozrywki i wszedzie cos sie takiego znajdzie, ze wydasz sporo, aby sie zabawic. Ot chociazby gondola w Wenecji - 80 Euro, powoz we Wiedniu - 80 Euro, wycieczka z Lucerne na szczyt gory Mt Rigi - 240 frankow, przeplyniecie sie promem po Tamizie, Sekwanie czy jeziorze Zurich tez po kilka dziesiat euro za rodzine. Problem polega na tym, zeby nie sciemniac, ze "nie ma po co tam jechac", a bardzo mi sie sluchanie takiego sciemniania nie podobalo. W AU jednak tego nie slysze, jest duzo wiecej otwartosci w tego typu sprawach, a ludzie jezdza w mnostwo roznych miejsc. Ja przyznaje, ze mimo wysokich cen, Szwajcaria byla dla mnie najfajniejsza i w przyszlosci chcemy sie tam wybrac, jak moj syn bedzie juz starszy i spedzic tam wiecej czasu.

Cytuj:
W poprzedni weekend zaliczyłem właśnie taki wypad do Liverpoolu i Manchesteru na piłkę i polecam. Pod względem turystycznym te miasta wypadają słabo, ale poziom sportowy to już klasa światowa.


Jesli czegos nauczylem sie podczas tej podrozy w Europy, to ze warto jest sie ustawic w jakiejs strategicznej lokalizacji (np. blisko stacji metra) i z tej lokalizacji jezdzic do konkretnych atrakcji czy wydarzen. W Australii i Nowej Zelandii niezle to dziala, ale w Europie dziala chyba jeszcze lepiej, bo metro w wielu miejscach jest tu naprawde szybkie (Londyn to bezapelacyjny zwyciezca w tej kwestii). Podobnie zreszta dzialaja Singapur czy Hong Kong, gdzie niekoniecznie usadawiasz sie w centrum miasta czy zaraz przy glownej atrakcji. W taki sposob odkrylem, ze np. w Hong Kongu warto zatrzymac sie w okolicach North Point / Fortress Hill, bo wybor restauracji jest naprawde ogromny, czego np. nie bylo przy glownej stacji w centrum Hong Kongu.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 26 wrz 2017, o 13:09
 Re: Rozmowy o emigracji
Danish Power!
Danish Power!
Avatar użytkownika

Dołączył: 30 sty 2003, o 12:44
Skąd: Danishlandia
Posty: 9211

Zobacz profil 
Cytuj:
Jesli czegos nauczylem sie podczas tej podrozy w Europy, to ze warto jest sie ustawic w jakiejs strategicznej lokalizacji (np. blisko stacji metra) i z tej lokalizacji jezdzic do konkretnych atrakcji czy wydarzen.

Hotel miałem w ścisłym centrum Liverpoolu, niedaleko dworca autobusowego. Do Albert Dock podszedłem z buta, to chyba ich największa atrakcja turystyczna. Na stadiony Liverpoolu i Evertonu dojechałem autobusem, do Manchesteru na mecz United też. Więc lokalizacja wypadowa była odpowiednio dobrana. Pisząc, że są słabe turystycznie miałem na myśli to, że zbyt wiele ciekawego do oglądania tam po prostu nie ma.

Co innego np. Madryt. Tam miałem hotel tuż przy Puerta del Sol, do stadionu Realu siedem przystanków metrem z jedną przesiadką, a atrakcji w bród. Zobaczyłem tylko kilka ciekawych miejsc, na następny wypad w kwietniu na derby mam już długą listę kolejnych :D Co ważne z lotniska Barajas też jest metro.

_________________
"Jeżeli masz wszystko pod kontrolą, to znaczy ze jedziesz zbyt wolno."

Obrazek


           
Post 26 wrz 2017, o 13:41
 Re: Rozmowy o emigracji
Uczestnik GP
Uczestnik GP
Avatar użytkownika

Dołączył: 20 kwi 2003, o 00:24
Skąd: z rzeszowa, ze stali
Posty: 1357

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
Zadziwily mnie historie znajomych, ktorzy czesto jezdza gdzies na weekendy czy nawet na nieco dluzsze wypady (1 - 2 tygodnie) i niemal za kazdym razem zatrzymuja sie albo u rodzicow/dziadkow albo u jakichs dobrych znajomych.
Dlaczego się dziwisz? Ciężko się robi huczną imprezę z grillem w hotelowym pokoju albo wraca o 5 rano do hotelu po kilkuosobowym zgonie :D
Jasiek napisał(a):
a koszt taksowki w Londynie (z Heathrow do Tower Bridge) w wysokosci 90 funtow tez mnie zaskoczyl swoja wysokoscia.
Na biednego nie trafiło :aniolek: Trzeba było zamówić na telefon caba. Są polskie firmy, zapłaciłbyś max 40.


           
Post 26 wrz 2017, o 14:06
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
Cytuj:
Hotel miałem w ścisłym centrum Liverpoolu, niedaleko dworca autobusowego.


To jest wlasnie strategiczna lokalizacja. :) Ja najbardziej strategiczna podczas tej podrozy mialem w Innsbrucku, gdzie zostalem tylko na jedna noc. Od dworca kolejowego (po Europie poruszalem sie pociagami) szlo sie moze z 5 - 7 minut. Niestety, strategia nawalila z powodu deszczu. Jak przyjechalem, to na dworcu zjedlismy obiadokolacje, bo tak lalo. Jak przestalo lac, poszlismy do hotelu. Nastepnego dnia rano lalo tak, ze przejscie z hotelu do dworca byla niemozliwe. Zaczelismy wiec myslec o zamowieniu taksowki, ale ta ostatecznie nie przyjechala, a nam sie udalo znalezc foliowe plaszcze przeciwdeszczowe i jakos przeszlismy w tym deszczu na stacje. Bagaze na szczescie niezbyt ucierpialy.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 26 wrz 2017, o 14:32
 Re: Rozmowy o emigracji
Weteran
Weteran
Avatar użytkownika

Dołączył: 11 gru 2005, o 01:46
Skąd: Rz-ów => Wa-wa
Posty: 3678

Zobacz profil 
No brzmi to jak opowieści z dzikiego kraju, gdzie tubylcy śpią u siebie, więc ad vocem...

PLN/AUD=3,48: klocki wg Jaśka w Polsce 100:3,48=28,74 AUD, klocki wg Jaska w Aus 30 AUD. Wniosek: Jaśka rzuciło na kolana 1,26 AUD

Rynek zabawek wygląda z grubsza jak w całym cywilizowanym świecie: są marki globalne (Lego), są marki lokalne (Cobi), są sklepy sieciowe, stacjonarne lub oficjalni dystrybutorzy (Smyk), są sklepy on-line lub nieoficjalni dystrybutorzy (allegro, cokolwiek innego). Nie strugamy zabawek z drewna, ta sama zabawka w dużym centrum handlowym kosztuje więcej, niż np. w sklepie internetowym. Zakładam, że w Australii jest podobnie? Kupując np. gwiazdę śmierci Lego, kalkulowało mi się zamówić ją przez ebay we Włoszech, ale to chyba jest naturalne?

Pojęcie "tanszej wersji Adidasa czy Nike" nie jest mi znane, więc się nie odniosę - może chodziło o tańsze adidasy, czyli po prostu sportowe buty? Allegro to spory rynek, podobnie jak ebay również nowych rzeczy. Jakkolwiek, za ok. 200 zł (60 AUD) można na wyprzedażach, czy w outletach już trochę powybrzydzać, jeśli chodzi o Adidasa, czy Nike.

Nie śpimy ze sobą specjalnie - no chyba, że jedziemy do rodzinnego miasta. Gdzie spałeś Jaśku będąc w Rzeszowie?

Jeździmy też po świecie - gdybyś pewnie wziął statystycznego Australijczyka i Polaka, to śmiem twierdzić, że ten drugi bywa średnio częściej za granicą, ale jest to pewnie kwestia położenia Australii. Sam przyznajesz, że w Europie przez ostatnie 14 lat byłeś 2 razy. Mi to się niespecjalnie chce jeździć i latać nie lubię, ale większość znajomych wkoło śmiga min. raz w roku kilka tyś. km, bo podróży do Grecji, Chorwacji, Włoch, Niemiec, Francji, czy innej Anglii nikt nie liczy.

Odwiedziłeś określone środowisko w Rzeszowie lub w jego okolicach i przez ten pryzmat oceniasz całość, co jest krzywdzące. Mam kilku kolegów w Rzeszowie i każdy z nich przed 40 miał już dom, kiedy znajomi w Wawie mają mieszkania 80-100 m2 i bańkę kredytu. Prawda jest jednak taka, że w Wawie na lunch wydaje się jednorazowo ok. 30 zł, a w Rzeszowie chłopaki noszą do pracy kanapki. Mógłbyś się też zdziwić, jakie kwoty potrafią przelecieć przez palce w weekend. A'propos jedzenia to myślę jednak, że jest to kwestia restauracji i gustu, a nie kraju.

Reasumując, po ostatnich pobytach w Niemczech, Rumunii, Danii, Chorwacji, USA, itp. naprawdę nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o ludzi, infrastrukturę, organizację i inne rzeczy. Trzymając się przykładów piłkarskich byłem w zeszłym roku na meczu Bayernu w Berlinie i uważam, że u nas wygląda to dużo lepiej - mam tu na myśli lepsze autostrady, mniej dziurawe drogi, mniejsze korki, lepszą pizze przy stadionie, zakaz palenia na stadionie, itp., itd. A zupełnie inaczej wyglądało to 10-15 lat temu porównując nas z Europą Zachodnią, czy USA. Obiektywnie rzecz ujmując, nawet taki Rzeszów wykonał cywilizacyjny skok i był to skok do przodu.

Być może Jaśku powinieneś więcej pojeździć po świecie, poszerzyć krąg znajomych, otworzyć się nieco na inne grupy społeczne to i horyzonty się poszerzą, zdziwienie ustąpi, a i ukrywanie żony za okularami słonecznymi wyda się niepotrzebne ;)


           
Post 26 wrz 2017, o 16:54
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju

Dołączył: 11 wrz 2005, o 02:30
Posty: 595

Zobacz profil 
Jeżeli już mówimy o kosztach, to tutaj można się fajnie pobawić, porównać to i owo.


           
Post 26 wrz 2017, o 23:25
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 558

Zobacz profil 
Jasiek odpłynął w swoim stylu. Marudzenie z powodu zbyt wysokich cen to typowy objaw zaobserwowany jak u starych Polonusów z USA czy Kanady, którzy odwiedzająć Polskę po kolejnych kilku/kilkunastu latach nagle się dziwią, że za 5 dolarów to już nie poszalejesz jak dawniej.
Mimo wszystko mojej skromnej osobie dalej opłaca się pewne rzeczy sprowadzać nawet z Polski. Jak robiłem kiedyś wyprawkę dla młodszego dzieciaka, to kilkanaście rzeczy + kurier opłacało się bardziej niż kupno tego samego na miejscu.
Z tym spaniem po rodzinach czy znajomych to kompletnie nie zrozumiałem, bo nigdy czegoś takiego nie robiłem, żeby u jakiś dalszych krewnych siedzieć przez kilka dni na kupie. Wyjątek to jedynie rodzice i teściowie, którym podrzuca się wnuk co jest dla nich mega frajdą, a samemu z małzonką idzie się w miasto.
Wiem jak to dawniej bywało, że jak się przyjeżdżało na wesele, to spało się na kupie, żeby oszczędzić, bo to tak rodzinie, a co się będziesz po hotleach błąkał. Teraz to masz w pakiecie weselnym zarezerwowany pokój w hotelu i nie musisz męczyć się w nocy nasłuchując pochrapywań skacowanego wujka i ciotki :D

Jedna ogromna różnica w porównaniu z zachodem, gdzie Polska wychodzi na +, to znudzone hordy nastolatków, a niekiedy i gówniarzy, którzy czują się bezkarnie. W Irlandii to mam czasami wrażenie panuje pajdokracja. Ileż to razy widać grupki nawet i 11-latków w których prym wiodą młode siksy, którzy wejdą do autobusu i drą się na całego ryja, w tym czasie starsi Irlandczycy potulne spuszczają łby i udają że nie słyszą, albo podgłaszają muzykę w ajfonie. Potrafią obrzucać CI samochód kamieniami w niektórych dzielnicach. Tradycją jest , że teraz o tej porze, chodzą po osiedlach i kradną ludziom jakieś drewno z ogródków albo po dzielnicach przemysłowych wykradahją palety i w Halloween jest wielka kulminacja w postaci budowanej wieży z tych palet, a potem wielkie ognisko. Tutejsza policja nic takim małolatom nie może zrobić. Potrafią Ci podpalić samochód, włamać się do auta, jak mu się ne uda zamku z rowera przeciąć, to na chama skacze Ci po rowerze, także trzeba kupić nowy.
Znałem jednego takiego już teraz 20 latka, który jeździł samochodem bez żadnego NCT i Taxu, Garda go złapała, auto zabrali, jakąś sprawę skierowali do sądu. Do sądu przyszedł dresach dostał jakąś śmieszną grzwynę, na drugi dzień kupił kolejne auto za 200euro i dalej jeździ bez tacu i nct.
Kilka miesięcy temu było głośno o tym, że pewnego dnia pociąg nie kursował na linii Limerick- Dublin przez kilka godzin, bo grupka świętujących maturzystów zrobiła sobie imprezę przy torach i przez 4 godziny Garda zaprowadzała porządek. 4 godziny !!!!
Z tego co pamiętam to czy to w Rzeszowie czy Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu to jadąc autobusem miejskim, kierowca nie zatrzymywał się przed pewną dzielnicą oznajmiając pasażerom, że koniec jazdy, bo on do tej dzielnicy o tej porze nie będzie wjeżdżał. Polecenie służbowe. W Rzeszowie to raczej 19 kursowała i przez B4 i przez NM.


           
Post 26 wrz 2017, o 23:39
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
Cytuj:
PLN/AUD=3,48


Oficjalne exchange rate na te chwile AUD/PLN to okolo 2.85 - 2.90 zl. Jesli od ciebie banki pobieraja 3,48 zl za sprzedaz AUD, to niesamowite tam u was pobieraja prowizje...

Cytuj:
Wniosek: Jaśka rzuciło na kolana 1,26 AUD


Nie doczytales. Nie chodzi mi o owe 1.26 AUD. Chodzi mi o to, ze w AU, gdzie statystycznie zarabia sie okolo 6 - 7 razy tyle co w Polsce, w stosunku do zarobkow jest to duzo tansze. Bo jaki jest stosunek 30 AUD do 5,000 AUD miesiecznie, a jaki jest stosunek 100 zl do 3 tys zl miesiecznie. Porownuje statystyczne zarobki netto na podstawie tego artykulu. Podobnie szokujace wychodzilo porownanie np. cen w restauracjach w stosunku do zarobkow czy nawet cen transportu publicznego w Rzeszowie (a owe 3 tys zl jest ogolnopolskie, nie rzeszowskie). W Warszawie nie bylem tym razem (z wyjatkiem przesiadki na lotnisku), wiec nie poprobowalem warszawskich cen.

http://www.fakt.pl/pieniadze/finanse/srednia-krajowa-w-polsce-ile-wynosi-brutto-a-ile-netto-dominanta/2x1blzv

Akurat w przeliczeniu na moja walute w Polsce bylo najtaniej, bo za obiadokolacje (dosc prosta, bez fajerwerkow) placilem zwykle w okolicach 80 - 100 zl (dwoje doroslych i malo jezdzace dziecko), co wychodzi w okolicach 35 AUD (w AU za to samo 60 AUD), wiec na moja osobista kieszen nie bylo w Polsce takiej ceny, ktora rzucilaby na kolana. Ale widac, ze przecietny obywatel w Polsce na wiele rzeczy sobie nie moze pozwolic ze wzgledu na wysoki stosunek kosztow do zarobkow.

Cytuj:
Jeżeli już mówimy o kosztach, to tutaj można się fajnie pobawić, porównać to i owo.


Pare stron wczesniej chyba cos takiego jest. Porownywalismy kilka krajow w kwestii zarobkow i kosztow zycia. Kamyk na przyklad pisal o wysokich kosztach zywnosci w Irlandii.

Cytuj:
Pojęcie "tanszej wersji Adidasa czy Nike" nie jest mi znane, więc się nie odniosę - może chodziło o tańsze adidasy, czyli po prostu sportowe buty?


Dokladnie o to mi chodzilo. Spotkalem sie nieraz z podejsciem, ze "nie kupuje markowych butow, bo sa za drogie", wiec kupowali, jak to mowili "zwykle adidasy". I faktycznie - pare zwyklych, prostych, markowych Nike w Australii to 100 - 150 AUD na wyprzedazy czasem da sie taniej (najtaniej chyba kupowalem po 80 AUD), para "zwyklych adidasow" to powiedzmy 50 AUD wzwyz.

Cytuj:
ta sama zabawka w dużym centrum handlowym kosztuje więcej, niż np. w sklepie internetowym. Zakładam, że w Australii jest podobnie?


Zalezy od sklepu, bo wiekszosc sklepow tutaj maja zarowno wersje online jak i wersje retail i ceny w sklepie i online sa w takim przypadku takie same. Ale oczywiscie po przeszukaniu eBaya czy Gumtree na pewno znajda sie tansze ceny. W Australii nie zadziala natomiast sciagniecie z Wloch, bo koszt przesylki to zabije.

Cytuj:
Jeździmy też po świecie - gdybyś pewnie wziął statystycznego Australijczyka i Polaka, to śmiem twierdzić, że ten drugi bywa średnio częściej za granicą, ale jest to pewnie kwestia położenia Australii. Sam przyznajesz, że w Europie przez ostatnie 14 lat byłeś 2 razy.


Ja chcialbym zauwazyc, ze "zagranica" to nie tylko Europa. W przypadku Australii latasz wlasciwie wszedzie, bo najmniejsza roznica miedzy wiekszymi miastami to okolo 850 km miedzy Sydney a Melbourne i podobny dystans miedzy Sydney i Gold Coast. Polak, ktory ma prace, ktora wymaga podrozowanie za granice (a zgaduje, ze w takiej Warszawie czy Krakowie takich jest sporo, bo sa to tzw. business huby), prawdopodobnie przekracza granice swojego kraju czesciej.

Osobiscie przez te 14 lat zaliczylem jeszcze kilka razy Azje (glownie Chiny) plus Nowa Zelandie. Statystycznie wychodziloby to tak, ze jednego roku wakacje mam w Australii, a nastepnego za granica. Sporo czasu jednak spedzam podrozujac po Australii i rowniez niemalo wakacji tutaj spedzilem np. Gold Coast, Brisbane, Melbourne. Poza tym, byl taki czas, ze wstrzymywalem sie z wakacjami z powodu np. kupna nieruchomosci czy narodzin mojego syna. Jak byl bardzo maly to mielismy przerwe w podrozach i dopiero jak mial okolo 3 lata, zaczelismy z powrotem regularnie jezdzic.

Cytuj:
Odwiedziłeś określone środowisko w Rzeszowie lub w jego okolicach i przez ten pryzmat oceniasz całość, co jest krzywdzące.


Nieprawda, od lat mam kontakt z ludzmi spoza Rzeszowa czy Podkarpacia. Praktycznie z calej Polski. Mam go rowniez przez fora dyskusyjne. I ten obraz nie jest wnioskiem tylko z Rzeszowa, ale ogolnie z Polski. Choc przyznaje, na poludniowym wschodzie Polski wyglada to gorzej niz w innych rejonach. Niestety, ten brak wiary w siebie i negatywne podejscie jest wszechobecne, nie tylko na Podkarpaciu. Przykladowo, ostatnio wszystko co slysze to "maslo podrozalo przez PiS"- tak jakby na tym masle swiat sie konczyl. Widzialem faktycznie po 7 zl za kostke, ale to przeciez jeden produkt, a inne nie maja takich szalonych cen. Poza tym, kazdy lepiej zorientowany chyba wie, ze ten wzrost cen masla jest czasowy i predzej czy pozniej spadnie to w dol.

Cytuj:
Mam kilku kolegów w Rzeszowie i każdy z nich przed 40 miał już dom, kiedy znajomi w Wawie mają mieszkania 80-100 m2 i bańkę kredytu. Prawda jest jednak taka, że w Wawie na lunch wydaje się jednorazowo ok. 30 zł, a w Rzeszowie chłopaki noszą do pracy kanapki. Mógłbyś się też zdziwić, jakie kwoty potrafią przelecieć przez palce w weekend.


Prawde mowiac, kwoty jakie potrafia przeleciec przez palce nie powinny mnie zaskoczyc, bo wiem, jakie mnie przelatywaly podczas tej europejskiej podrozy. :D 30 zl za lunch brzmi jak spora na polskie warunki kwota (tzn. w stosunku do polskich zarobkow). Ja potrafie na lunch zjesc po prostu kilka sushi i zamknac sie w $10 i to jak na Sydney jest w miare standardowo, ale raczej niedrogo, choc jak chodzilismy na lunch w Londynie, Paryzu czy Singapurze, to wydawalismy jednak kilka razy wiecej.

Cytuj:
A'propos jedzenia to myślę jednak, że jest to kwestia restauracji i gustu, a nie kraju.


Niestety, brak warzyw w supermarketach jak rowniez wybor typu restauracji to nie jest kwestia restauracji i gustu, ale kraju. W Polsce je sie bardzo inaczej niz np. w Wielkiej Brytanii czy Australii. Inne tu jest pojecie warzywa. Polski chleb np. jest typowy dla Polski - jest niedobry, ciezki na zoladek i zwyczajnie go unikalismy podczas tej podrozy. Warzywa to nie tylko salata, kapusta, ogorek, marchewka, ziemniak i wzglednie seler badz pietruszka badz zielona fasolka/groszek. Jest tego mnostwo wiecej, a w Polsce w supermarketach czy warzywniakach zwyczajnie tego nie ma. Na oslode dodam jednak, ze w kwestii owocow wyglada to duzo lepiej i nie ma zbyt duzej roznicy.

Pytanie: czy to tylko w Rzeszowie je sie obiad kolo 3 - 4 po poludniu z powodu godzin pracy od 7 do 15, czy jest to bardziej ogolnopolska kultura?

Cytuj:
Reasumując, po ostatnich pobytach w Niemczech, Rumunii, Danii, Chorwacji, USA, itp. naprawdę nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o ludzi, infrastrukturę, organizację i inne rzeczy.


Tu zgoda odnosnie infrastruktury i paru innych rzeczy, zreszta pisalem o tym w jednym z wczesniejszych postow. Drogi sa duzo lepsze, kultura kierowcow sie poprawia, duzo wiecej centrum handlowych i supermarketow. Obsluga klienta wygladala nieco lepiej niz 7 lat temu (choc w wiekszosci przypadkow jest daleko w tyle, ze Australia czy zachodnia Europa), ale pisalem juz nieco wczesniej o problemach z brakiem papieru toaletowego w PKP Intercity i niemozliwosci znalezienia wiecej (30 lat po PRL-u, a tam dalej papieru brakuje :lol:) czy o braku miejsca na wiekszy bagaz w wagonie z przedzialami, czy agresji obslugi samolotu w kierunku do pasazerki, ktora nie mogla znalezc miejsca na bagaz w samolocie. PKP i samoloty do poprawki, bo czegos takiego nigdzie indziej nie widzialem. Ale na dworcu w Krakowie pogadalem sobie z panem z obslugi klienta i mi powiedzial, ze w PKP trwa obecnie wymiana wagonow i te z przedzialami maja w perspektywie czasu zniknac i byc zastapione przez wagony bez przedzialow i z duza iloscia miejsca na bagaz.

Ludzie oczywiscie ida do przodu, przynajmniej w niektorych czesciach kraju, o czym pisalem juz wczesniej, chociazby wspominajac wizyte braci zuzlowej w Melbourne w 2015. Niestety, z tego co widze, jest to mniejszosc... I martwi mnie, ze nowe, mlode pokolenie w duzej czesci sie na swiat nie otwiera.

Cytuj:
Być może Jaśku powinieneś więcej pojeździć po świecie, poszerzyć krąg znajomych, otworzyć się nieco na inne grupy społeczne to i horyzonty się poszerzą, zdziwienie ustąpi, a i ukrywanie żony za okularami słonecznymi wyda się niepotrzebne


Mielismy problemy z rasistowskimi odzywkami w kierunku mojej zony na ulicach Lublina i Rzeszowa podczas poprzedniej podrozy, stad tez bylismy nieco ostrozniejsi tym razem i nie wzielo sie to znikad, tylko z wlasnego doswiadczenia. W koncu po co ludzi draznic, skoro boja sie Azjatki. Kto wie, co takiemu do glowy strzeli, zwlaszcza po przeczytaniu, co ludzie pisza na polskich forach o multikulturalizmie i stosunku do np. uchodzcow (nie zebym byl fanem tego naplywu uchodzcow). To nie oznacza, ze zona latala caly czas w okularach slonecznych (ona je tak czy inaczej nosi w bardziej sloneczne dni, poniewaz miala wymieniana soczewke w oku pare lat temu), ale faktycznie w takich bardziej zaludnionych i mniej turystycznych miejscach je czesciej nosila. Dodam, ze nigdzie wiecej w Europie czy na swiecie nie robilismy, a tekstow rasistowskich nigdzie nie bylo. W samej Australii, gdzie moja zona mieszka ponad 10 lat, raptem raz jej sie zdarzylo, ze ktos w jej kierunku puscil tekst "go back to China".


Cytuj:
Obiektywnie rzecz ujmując, nawet taki Rzeszów wykonał cywilizacyjny skok i był to skok do przodu.


Oczywiscie, ale pamietaj, ze nie tylko Polska idzie do przodu. Swiat idzie tez do przodu i to, do czego Polska doszlusowuje dzis, istnialo w tym krajach kilkadziesiat lat wczesniej, a teraz istnieje tam wiele innych rzeczy, o ktorych w Polsce malo kto obecnie mysli. Mimo wszystko mysle, ze przepasc cywilizacyjna i technologiczna sie zmniejszyla, a w wielu przypadkach zniknela. Od strony mentalnej jest niestety inaczej, narod musi sie otworzyc na innosc kultur, innosc pogladow, tolerancje (i nie mam tu na mysli wpuszczania roju uchodzcow na socjale)... ale mysle, ze i to z czasem sie zmieni. Mozemy jednak tego nie dozyc.

Cytuj:
Marudzenie z powodu zbyt wysokich cen to typowy objaw zaobserwowany jak u starych Polonusów z USA czy Kanady, którzy odwiedzająć Polskę po kolejnych kilku/kilkunastu latach nagle się dziwią, że za 5 dolarów to już nie poszalejesz jak dawniej.


Ale zapiekanki w Rzeszowie kupisz za duzo mniej. :D Za niewiele wiecej niz 5 AUD na osobe zjesz dobry lunch w Open Bar w Nowym Swiecie. Jednak sa to nieliczne wyjatki.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Post 27 wrz 2017, o 07:48
 Re: Rozmowy o emigracji
Reprezentant kraju
Reprezentant kraju
Avatar użytkownika

Dołączył: 18 sty 2005, o 18:08
Posty: 558

Zobacz profil 
Jasiek napisał(a):
Chodzi mi o to, ze w AU, gdzie statystycznie zarabia sie okolo 6 - 7 razy tyle co w Polsce, w stosunku do zarobkow jest to duzo tansze.

Średnia krajowa w Polsce: 4493 zł
w Australii: 1543 $ tyg. = 6150$ mies. = 17404 zł
w Irlandii: 716€ tyg. = 2850€ mies. = 12255 zł

Czyli w Australii średnie zarobki są 4x wyższe, w Irlandii 3x wyższe w stosunku do Polski.
Teraz możnaby się pobawić w siłe nabwyczą, bo przez kilka lat to się troche pozmieniało.

Cytuj:
Polski chleb np. jest typowy dla Polski - jest niedobry, ciezki na zoladek i zwyczajnie go unikalismy podczas tej podrozy.

O jaki rodzaj chleba Ci chodzi? :)

Cytuj:
zwlaszcza po przeczytaniu, co ludzie pisza na polskich forach o multikulturalizmie i stosunku do np. uchodzcow

Na tym forum również czytałeś o tym, że po ulicach Rzeszowa grasują bojówki ONR i MW, polscy żołnierze Portugalczyków biją itd.

Cytuj:
I martwi mnie, ze nowe, mlode pokolenie w duzej czesci sie na swiat nie otwiera.

A może Twoja definicja otwarcia się na świat oznacza po prostu całkowite ulegnięcie temu zachodowi? Może nie dla każdego młodego Polaka jest to atrakcyjne?


           
Post 27 wrz 2017, o 09:51
 Re: Rozmowy o emigracji
Weteran
Weteran
Avatar użytkownika

Dołączył: 11 gru 2005, o 01:46
Skąd: Rz-ów => Wa-wa
Posty: 3678

Zobacz profil 
Sorrki z tym kursem - taki wyskoczył mi na samej górze googla, a rzeczywiście jest trochę niższy. Co do siły nabywczej, to pełna zgoda - na zachodzie wygląda to dużo lepiej, na wschodzie (Ukraina, Białoruś, itd.) dużo gorzej. Na zachodzie sprzątaczka jest w stanie za swoją pensję wynająć mieszkanie, kupić używany samochód i w miarę godnie pożyć, u nas chyba jeszcze nie, ale to się powoli zmienia - znalezienie w Wa-wie sensownej osoby do sprzątania poniżej 20 zł/h nie jest możliwe.

Średnie zarobki podał Kamyk poniżej - kiedyś ta dysproporcja szła w setki, później dziesiątki, teraz to jedności. Wydaje mi się mimo wszystko, że koszty życia w Australii czy Irlandii są wyższe niż w Polsce, porównując porównywalne, czyli np. wynajem mieszkania w stolicy o zbliżonej lokalizacji/metrażu, koszty paliwa, usług, itp. Koszty żywności w sklepach mogą być zbliżone, ale już np. pubów i restauracji niekoniecznie. Więc ta różnica x4 i x3 jest dodatkowo niwelowana cenami.

Porównuj porównywalne, czyli jeśli jesteś specjalistą/managerem w IT w poważnej firmie, to porównaj to z analogicznym stanowiskiem w Polsce, gdzie sensownej osobie na helpdesku (I, II linia) z kilkuletnim doświadczeniem trzeba zapłacić min. 6-7 tyś. (2300 AUD), a menedżerom/programistom/administratorom, itp. x2 lub więcej. I jeszcze taki przykład - w robocie mamy możliwość wyjazdu na projekty poza PL i przez długie lata skorzystał z tego jeden kolega. Powód jest prosty - oferowane wynagrodzenie robi się x2 albo i x3, ale jeśli dodamy do tego koszty relokacji, wynajmu mieszkania na miejscu, częstsze przeloty, ew. sprowadzenie rodziny, rozłąkę, itp. to nijak się to nie kalkuluje.

Co do zakupów w hipermarketach (chleb, owoce, warzywa) to jest to raczej lekko syfiasta masówka jeśli chodzi o produkty świeże i to chyba w każdym kraju - trzeba ogarnąć właściwą piekarnię/warzywniak i wygląda to wtedy dużo lepiej. Zwykłe 'adidasy' w Lidlu kosztują chyba 50, czy tam 80 zł.

Co do masła, które podrożało, ciekawym spostrzeżeniem z Twojego punktu widzenia może być zaobserwowana (lub nie) polaryzacja społeczeństwa w Polsce: widzisz coś takiego z perspektywy wizyt raz na jakiś czas? Widzisz może wpływ masła, Smoleńska, POPiSu i takich tam na ludzi?


           
Post 27 wrz 2017, o 11:50
 Re: Rozmowy o emigracji
Legenda
Legenda
Avatar użytkownika

Dołączył: 29 sie 2004, o 11:25
Skąd: Sydney
Posty: 7583

Zobacz profil 
Cytuj:
Średnia krajowa w Polsce: 4493 zł
w Australii: 1543 $ tyg. = 6150$ mies. = 17404 zł
w Irlandii: 716€ tyg. = 2850€ mies. = 12255 z


W Polsce srednia krajowa brutto to moze i jest 4493 zl, ale na reke jest okolo 3 tys zl, jesli wierzyc temu artykulowi, co wkleilem nieco wczesniej.

W Australii to co wkleiles jest rowniez srednia brutto, a z tego netto zostaje mniej wiecej $5 tys dolarow miesiecznie (nieco ponad 60 tys rocznie). Czyli netto wychodzi 5 razy wiecej. Wynika to zapewne z duzej kwoty wolnej od podatku w Australii (18 tys dolarow). Ale dochodza jeszcze roznej masci socjaly i dofinansowania, ktore ten przecietny Aussie dostanie, a ktorych nie dostanie Polak, bo jego wlasny kraj po prostu slabo sie nim opiekuje.

Problem w tym, ze jakkolwiek wielu Australijczykow faktycznie to zarabia, tak w Polsce co z kim rozmawiam, to mowi, ze on nie wie, skad te 3 tys zl sie biora, ze w Polsce dobra praca jest 2 tys na reke. I to nie tylko w Rzeszowie, ale rowniez na Slasku czy polnocy Polski. Jakkolwiek sadze, ze troche z tym negatywizmem przesadzaja, to faktycznie wiem, ze wielu ludzi zarabia sporo mniej.

Cytuj:
O jaki rodzaj chleba Ci chodzi?


Ten tradycyjny, zytni. http://blimka.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/583618/files/blog_dm_3356998_4832094_tr_dsc00134.jpg

Cytuj:
A może Twoja definicja otwarcia się na świat oznacza po prostu całkowite ulegnięcie temu zachodowi? Może nie dla każdego młodego Polaka jest to atrakcyjne?


Dlatego napisalem w poprzednim poscie, ze potrwa jeszcze zanim Polska otworzy sie na zachod. Klient to nie wrog czy zlo konieczne i nie robi sie glupich gestow czy dziwnych komentarzy, gdy zadaje trudne pytanie. Drugi czlowiek ma prawo wyrazic wlasne zdanie bez bycia niszczonym czy sprowadzanym do parteru (oczywiscie jesli powiedzial to w sposob kulturalny). Nie mowiac juz o tym, ze indywidualne zasady ludzi, nawet tych wychowanych i mieszkajacych w Polsce nieco sie roznia i trzeba to umiec respektowac. Trudno jest mi to opisac. O homofobii, emigrantach i wielu innych sprawach, ktore tluklismy przez lata na tym forum nie bede nawet pisal, bo to jest duzo wyzsza szkola jazdy.

Cytuj:
Porównuj porównywalne, czyli jeśli jesteś specjalistą/managerem w IT w poważnej firmie, to porównaj to z analogicznym stanowiskiem w Polsce, gdzie sensownej osobie na helpdesku (I, II linia) z kilkuletnim doświadczeniem trzeba zapłacić min. 6-7 tyś. (2300 AUD), a menedżerom/programistom/administratorom, itp. x2 lub więcej. I jeszcze taki przykład - w robocie mamy możliwość wyjazdu na projekty poza PL i przez długie lata skorzystał z tego jeden kolega.


Tak, zauwazylem rozwoj sektora IT w Polsce, co wynika z tanich kosztow sily roboczej. Zakladam, ze kwoty, ktore podales sa brutto? 2300 AUD to w Australii sporo ponizej minimalnej krajowej, a ze w takiej Wielkiej Brytanii czy USA czy Szwajcarii zarobki sa duzo wyzsze niz w Polsce (Szwajcaria ma wyzsze niz Australia), to i chetnie korzystaja z rynku polskiego. Z jednej strony ludzie maja niezle wyksztalcenie, z drugiej natomiast sa po prostu duzo tansi i to z tego powodu ten rozwoj nastepuje. Dokladnie taka sama logika jak ta z wysylaniem produkcji do Azji czy telemarketerow do Indii. Naczytalem sie troche tego podczas studiow MBA w Australii, gdzie w wywiadach z dyrektorem np. Volvo (chyba) padlo takie stwierdzenie, ze projekt otworzenia fabryki w Polsce otrzymal kryptonim "Project Cheap Labour".

Kiedys mojemu bratu ktos zaproponowal taki wyjazd do USA. Nie pamietam juz na jak dlugo, ale zaproponowali, ze mu za to zaplaca odpowiednik rocznik zarobkow 35,000 USD rocznie. Szybko zorientowalem sie, ze ktos go chce zdrowo oskubac, bo programisci w USA nie pracuja za taka stawke, ale za co najmniej dwa razy tyle. Nie mam watpliwosci, co maja na mysli zagraniczne firmy, gdy robia outsourcing do Polski - tu nie o umiejetnosci chodzi, a o cene. Logika jest wiec taka, ze w Polsce sektor IT kosztuje wiecej, ale w krajach zachodnich jest podobnie. Jesli wiec napisales o tym, ze taki programista zarabia dwukrotna srednia krajowa, a manager jeszcze wiecej, to podobna logika zadziala np. w Australii. I wiem, ze dziala, bo jestem tu managerem w sektorze IT od prawie 8 lat, wiec i logicznie moje zarobki to nie srednia krajowa.

Dla Polski natomiast wszystko to jest szansa. Podgladac, podlapywac rozwiazania i powoli powolutku tworzyc nowe technologie i zwiekszac ceny - tak, zeby nadal bylo taniej, ale, zeby profit rosl. W sektorze IT i kazdym innym, gdzie dochodzi do outsourcingu od strony zachodu.

Cytuj:
Co do zakupów w hipermarketach (chleb, owoce, warzywa) to jest to raczej lekko syfiasta masówka jeśli chodzi o produkty świeże i to chyba w każdym kraju - trzeba ogarnąć właściwą piekarnię/warzywniak i wygląda to wtedy dużo lepiej.


Faktycznie, przyznaje, ze w Polsce slabo to ogarniam. Zgaduje tez, ze pod tym wzgledem w Warszawie czy Krakowie bedzie duzo wieksza roznorodnosc. Wybor warzyw jest jednak wyraznie mniejszy, nawet w lecie, co zapewne wynika z tego, co uprawiaja lokalni rolnicy. Nie udalo mi sie niestety do tej pory opracowac, w jaki sposob te czesc mojej diety podczas pobytu w Polsce zastapic, ale nasze zoladki ewidentnie sie mecza z ta dieta wlasnie z powodu braku takich odpowiednich warzyw. I tak jak w Szwajcarii czy Austrii tez bylo tego mniej, tak w Polsce jest nam najtrudniej i mimo najszczerszych checi, nie mozemy tego rozpracowac. Dlatego po wylocie z Polski zaczelismy nadrabiac braki w Singapurze i natychmiast zaczelo wszystko wracac do normy.

Cytuj:
Co do masła, które podrożało, ciekawym spostrzeżeniem z Twojego punktu widzenia może być zaobserwowana (lub nie) polaryzacja społeczeństwa w Polsce: widzisz coś takiego z perspektywy wizyt raz na jakiś czas? Widzisz może wpływ masła, Smoleńska, POPiSu i takich tam na ludzi?


Ja widze, ze spoleczenstwo polskie strasznie (zdecydowanie za bardzo) przejmuje sie kazda jedna rzecza, ktora wydarzy sie w polityce, a media to wszystko podgrzewaja, podajac wiekszosc wiadomosci z zakresu polityki, do tego felietony i jeszcze specjalnie pod kazdym artykulem komentarze. Czesto rowniez dziela Polakow poglady i rodzi sie wrecz miedzy ludzmi pogarda, a nawet nienawisc. To jest ogromny problem. Ci wszyscy Kaczynscy, Macierewicze, Tuski, Kopacze dostaja tyle uwagi w mediach i od zwyklych ludzi, ze zwyczajnie nie sa tego warci. W Australii patrze na wiadomosci i pojawia sie w nich glownie premier Australii, lider opozycji, wzglednie minister finansow lub premierzy stanow no i ktos naprawde kontrowersyjny jak rasistka Pauline Hanson. W Polsce pisze sie o ogromnej liczbie politykow ze wszystkich szczebli, a nazwisk jest tak mnostwo, ze chyba przecietny obywatel gubi sie, kto co robi i w jakiej partii. I to wszystko prowadzi do polaryzacji, o ktora zapytales. Ale to widac nawet jak sie Polski nie odwiedza.

W przypadku odwiedzin zauwaza sie duza, wrecz ogromna roznice kulturowa, mimo ze kraj tak bardzo poszedl do przodu. I znow - bardzo ciezko jest mi te roznice opisac, ale zaczyna sie od podejscie czlowieka do czlowieka i podejscia czlowieka do codziennosci, jak rowniez w jaki sposob sie komunikuje - werbalnie i niewerbalnie. Nie jest to bynajmniej tylko problem Polski, ale ogolnie narodow slowianskich - Rosjan, Czechow, Slowakow, Ukraincow. Do tego poziomu doszlusowali nie-slowianscy Wegrzy. Z tej perspektywy Australia, Nowa Zelandia czy Wielka Brytania sa kulturowo blizej z Azja niz ze wschodnim blokiem Europy - stad Brexity, wizy itp.

_________________
Regards from Sydney
Jasiek vel. Dom J.

"We all change. When you think about it, we're all different people, all through our lives. And that's ok, that's good. You've gotta keep moving. So long as you remember all the people that you used to be" - Dr Who, "The Time of the Doctor"


           
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w temacie  [ Posty: 216 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Narzędzia



Skocz do:  

Uprawnienia

Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów


cron

Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

Original style by phpBBservice.nl & New Design style by ZeNaNLi